Do uczniów zaś rzekł: Przyjdzie czas, kiedy zapragniecie ujrzeć choćby jeden z dni Syna Człowieczego, a nie zobaczycie. Powiedzą wam: Oto tam lub: Oto tu. Nie chodźcie tam i nie biegnijcie za nimi. Bo jak błyskawica, gdy zabłyśnie, świeci od jednego krańca widnokręgu aż do drugiego, tak będzie z Synem Człowieczym w dniu Jego. Wpierw jednak musi wiele wycierpieć i być odrzuconym przez to pokolenie.

 

Nie raz i nie dwa czujemy się w różnych sytuacjach i relacjach bezradni. I jesteśmy szczęśliwi, kiedy nadarza się okazja, w której możemy, udając naszą bezsilność, wyciągnąć rękę na zgodę. Niby przegraliśmy, ale tak naprawdę czekaliśmy na taką sytuację, z której możemy wyjść z przysłowiową twarzą.

Myślę, że z czymś podobnym mamy do czynienia w dzisiejszym pierwszym czytaniu. Stary więzień Chrystusa Jezusa jeszcze raz udowadnia nam, jak należy wykorzystywać dane człowiekowi talenty. Onezym, niewolnik Filomena, chrześcijanina i dobrego znajomego apostoła Pawła, prawdopodobnie po swojej ucieczce od właściciela przyjął chrzest z ręki samego św. Pawła. W ten, wydawałoby się prosty sposób, stał się równoprawnym członkiem miejscowej wspólnoty Kościoła. Bez pozwolenia i wiedzy swego pana Filomena, niewolnik, ale i brat w Chrystusie otrzymał protekcję samego apostoła, który pisze bardzo ciekawy list, znany dziś jako list do Filomena. Argumenty i sposób, w jaki zwraca się do adresata listu, właściwie nie dają szans na negatywną odpowiedź. Można mieć wrażenie, że apostoł narodów bardzo dobrze znał adresata listu i przewidział każdą ewentualność w jego toku myślenia i wynikające stąd argumenty lub próby odmowy. Filomenowi prawdopodobnie nie pozostało nic innego, niż zgodzenie się na zaistniały porządek rzeczy i przyjęcie zbiegłego niewolnika, jako swego brata w wierze.

Jak często i nam zdarzają się takie sytuacje, z których chcemy jakoś wyjść z twarzą? Pragniemy znaleźć wyjście z impasu, ale w taki sposób, by nie została zraniona nasza duma, abyśmy, jeśli już nie może stanąć na naszym, byli jakby zmuszeni do przyjęcia zdania adwersarza i uczynienia tego, czego nie chcieliśmy, ale co po namyśle wydaje się nam najlepszym. Te karkołomne posunięcia i planowanie wychodzenia z impasów spowodowane są jedną nieprzyjemną, acz bardzo rozpowszechnioną wadą. To pycha, która, jako jedyna ma podłoże duchowe, a nie cielesne. Pycha, która przybierając różnorodne maski, tak często psuje nasz dobry stosunek do innych i z innymi.

Dlatego tym większy szacunek i chwała tym, którzy umieją patrzeć w duszę swojego rozmówcy, którzy tak przekonują do dobra, aby strona przeciwna mogła poczuć się wolną i decydującą. Myślę także, że i nam należy się szacunek i dobre słowo zawsze, kiedy umiemy wybrać prawdziwe dobro, kiedy wysłuchujemy zdania innych i umiemy prawidłowo je ocenić. Błogosławieni jesteśmy, kiedy dajemy pierwszeństwo pokorze i z jej pomocą wysoko cenimy duchowe i intelektualne walory naszych braci i sióstr, kiedy umiemy ustąpić, i dać pierwszeństwo Bogu i dobru, nawet wtedy, gdyby oznaczało to rezygnację z naszych planów i realizacji naszej woli. Błogosławieni jesteśmy, kiedy dzięki naszej pokorze i dobrej woli nikogo nie zmuszamy do skomplikowanego argumentowania racji, tak, aby i włos nie spadł czyjejś urażonej dumie.

Błogosławieni jesteśmy, ponieważ dzięki pokorze i dobrym sercom, miedzy nami jest Bóg ze swoim pokojem i miłością. Królestwo Boże jest pośród nas, jest w nas. Brońmy je, pilnujmy, aby od nas nie odchodziło. Pomoże nam w tym pokora, czyste serce i prawdziwe szukanie woli Bożej, prawdy i dobra.