W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w pokoleniu Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała: „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w łonie moim. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana”.

 

Ewangelista Łukasz ukazuje nam dzisiaj spotkanie dwóch wyjątkowych Matek. Obydwie stały się matkami w okolicznościach dość niezwykłych. Maryja, będąc Dziewicą, poczęła w swym łonie Syna za sprawą Ducha Świętego, gdyż nie „znała pożycia z mężem”. Natomiast Jej krewna Elżbieta była niepłodna i wraz ze swoim mężem Zachariaszem byli już w podeszłym wieku. „Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego”.

Spotykają się Matki wyjątkowe, ale nade wszystko spotykają się po raz pierwszy dwie niezwykłe Osoby, będące jeszcze pod sercami swoich Matek – Syn Boży i Jan Chrzciciel, który „ma przygotować Panu lud doskonały”. Sam przebieg spotkania jest również bardzo zaskakujący dla czytelnika czy słuchacza. Matka Zbawiciela podejmuje trud podróży, aby dzielić radość macierzyństwa z Elżbietą, ale też ofiarować jej swoją pomoc, gdyż ta od sześciu miesięcy jest również brzemienna.

Każde autentyczne spotkanie z drugim człowiekiem powinno być nośnikiem radości, szczęścia i nadziei. Jeżeli tak się nie dzieje, mamy do czynienia z pozorami, które deformują otaczającą nas rzeczywistość i nie zbliżają absolutnie ludzi do siebie. Jakże liczne są dzisiaj spotkania, które ranią ludzkie serca i zabijają marzenia o lepszym świecie i lepszym człowieku.

Przed nami Betlejemska Noc. Sam Bóg wychodzi na spotkanie z każdym z nas. Chce doświadczyć radości z oczekiwania na Jego przyjście. Pragnie się przebić przez wypucowane kościoły i mieszkania, rozświetlone ulice naszych miast i wiosek. Chce zagłuszyć fałszywe tony kolęd i ich niepoprawny sentymentalizm. Słowo staje się Ciałem i tęskni za człowiekiem, z którego serca tak bardzo pragnie uczynić mieszkanie swojej obecności.

Czy jesteś już gotowy, aby przyjąć przychodzącego Pana? Jeżeli tak, to zaśpiewaj razem z Maryją pieśń wdzięczności Magnificat.