W czasie ostatniej wieczerzy Jezus, podniósłszy oczy ku niebu, modlił się tymi słowami: "Ojcze Święty, proszę nie tylko za nimi, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie, aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili jedno w Nas, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał. I także chwałę, którą Mi dałeś, przekazałem im, aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy. Ja w nich, a Ty we Mnie. Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i żeś Ty ich umiłował tak, jak Mnie umiłowałeś. Ojcze, chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby widzieli chwałę moją, którą Mi dałeś, bo umiłowałeś Mnie przed założeniem świata. Ojcze sprawiedliwy! Świat Ciebie nie poznał, lecz Ja Ciebie poznałem i oni poznali, żeś Ty Mnie posłał. Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich".

 

„Jezus podniósłszy oczy ku niebu”. To pierwsze zdanie z dzisiejszej Ewangelii zwraca moją uwagę. Jezus ma stałą łączność z Ojcem, ale jednocześnie chodzi twardo po ziemi. Jest prawdziwym człowiekiem (je, śpi, męczy się, smuci, raduje, upomina grzeszników, umacnia wątpiących, podnosi słabych, wychowuje uczniów). Jednocześnie jest prawdziwym Bogiem, w jedności z Ojcem i Duchem Świętym.

Chrześcijanin ma mieć głowę „w chmurach” (czytaj: w niebie), ale nogami ma twardo chodzić po ziemi. Jezus był prawdziwie człowiekiem, bo miał stały kontakt z Bogiem.
Jezus, gdy prosi – oczy zwraca ku niebu.
Jezus dziękuje – oczy zwraca ku niebu.
Jezus raduje się – oczy zwraca ku niebu.
Jezus jest pełen smutku i boi się (w Ogrójcu) – oczy zwraca ku niebu.

Dziś Jezus pokazuje mi, że warto całe swoje życie powierzyć Bogu. Dziś Jezus uczy mnie, że warto starać się, pracować i podejmować codzienny trud.

Dziękuję Ci, Jezu, że uczysz mnie, jak być Bożym człowiekiem.