Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej.

 

Od wieków Jezus czeka, aby płomień Jego miłości zapłonął w naszych sercach i duszach. Gdy narodził się na ziemi, w sercach ludzi wzbudził przeróżne uczucia. Jedne były pełne radości, inne niepokoju. Serca grzeszne nie potrafiły cieszyć się z Jego narodzin. Ich grzech zamieszkujący duszę skłonił je nawet do zbrodni. Ale były też serca Mu przyjazne. Te serca przyjmując Jezusa z miłością zaznawały łaski samego Boga. Ona spływała na nich, chociaż nie zawsze zdawali sobie z tego sprawę.

Przez całe dzieciństwo Jezusa, aż po życie dorosłe, ci, którzy otwierali się na obecność Boga w Jego Rodzinie, doznawali miłości. Nie zawsze uświadamiali sobie, że to, co tak bardzo przyciąga ich do Świętej Rodziny, to miłość. Ona gościła w sercu Maryi, Józefa i Jezusa. Lubili przychodzić do Nich, chętnie rozmawiali z Matką Jezusa. Mimo, że byli ubodzy otaczał Ich szacunek tych, którzy otwierali się na miłość, dobro, na Boga, który przecież zamieszkał pośród nich.

Gdy zaś Jezus rozpoczął działalność nauczycielską, poruszenie było wielkie. Ale nie chodziło Mu o to, by zaniepokoić serca dla samego niepokoju. Chodziło o wybudzenie serc ze śpiączki, która ogarniała ludzi. Chodziło o wybicie ich ze stagnacji, z lenistwa, z opieszałości, ze śmierci. Chodziło o poruszenie, by ludzie zobaczyli siebie, swoje życie z pewnej perspektywy. By spojrzeli prawdzie w oczy. By zobaczyli, jakie są ich relacje z Jezusem, ich Bogiem. By wreszcie odkryli Jego ogień miłości.

A ten ogień miłości, o którym mówi dzisiaj Jezus, już zapłonął. Krzyż jest jego ołtarzem. Teraz trzeba, abyś zgodził się przyjąć ten Krzyż do swojego serca. Abyś pozwolił w swoim sercu na ten wieczny płomień miłości. Bóg oczekuje od ciebie, iż w tobie zapłonie wielkie ognisko miłości na twoim krzyżu. Na krzyżu twojego życia. Chciałby, abyś przejął jedną, maleńką iskierkę z Jego płonącego Krzyża. To wystarczy, aby przejąć żar, ogień, wielkość i moc miłości. Trzeba, abyś podszedł blisko do Jego Krzyża. Abyś stanął w zasięgu jego żaru. Abyś zapragnął w sobie tego płomienia miłości wiecznej.