Poniedziałek, V Tydzień Zwykły (Mk 6, 53-56)

Gdy Jezus i uczniowie Jego się przeprawili, przypłynęli do ziemi Genezaret i przybili do brzegu. Skoro wysiedli z łodzi, zaraz Go poznano. Ludzie biegali po całej owej okolicy i zaczęli znosić na noszach chorych, tam gdzie, jak słyszeli, przebywa. I gdziekolwiek wchodził do wsi, do miast czy osad, kładli chorych na otwartych miejscach i prosili Go, żeby choć frędzli u Jego płaszcza mogli się dotknąć. A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie.

A jednak jeśli wsłuchamy się w dzisiejszą Ewangelię, to doznamy ulgi, ukojenia. Jezus po odrzuceniu w Nazarecie, po tym jak zauważył, że tak wielu mieszkańcom jego rodzinnych stron brakuje wiary, po przybyciu do ziemi Genezaret doznaje ulgi, pocieszenia. Bo oto znajduję wspólnotę ludzi, którzy są gotowi nawet biegać po całej okolicy wyznając wiarę w Jezusa i jego moc pochodzącą od Boga. Jezus znajduje wspólnotę ludzi pokornych, którzy deklarują, że wystarczą im choć frędzle z płaszcza Jezusa, by mogli odzyskać zdrowie.  Jezus spotyka ludzi, którzy publicznie i jako społeczność wyznają wiarę w niego, wynosząc swoich chorych na otwarte miejsca.

Choć może wokół wiele jest Nazaretów, gdzie wiele jest niedowiarstwa (Mk 6, 1-6). Choć może przychodzi nam żyć w cieniu Herodów (Mk 6, 17-26). To jednak pamiętajmy o  posłaniu jakie i mocy jaką dał Jezus swojemu Kościołowi  (Mk 6, 7-13). Uczestniczmy w cudzie chleba jaki dzieje się na naszych oczach podczas Eucharystii. Wierzmy w Syna Bożego Jezusa Chrystusa  Bożego a nie „duchy” i czary (Mk 6, 45 – 52). Twórzmy „ziemie Genezaret”  (Mk 6, 53-56) w naszych domach osadach, miastach i wsiach.

Fot. ks. Jarek scj