Jezus powiedział do swoich uczniów: "Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. Gdy któregoś z was syn prosi o chleb, czy jest taki, który poda mu kamień? Albo gdy prosi o rybę, czy poda mu węża? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, to o ileż bardziej Ojciec wasz, który jest w niebie, da to, co dobre, tym, którzy Go proszą. Wszystko więc, co chcielibyście, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie. Albowiem to jest istota Prawa i Proroków".

 

Aby otrzymać odpowiedź, muszę zapytać. Dopóki nie uświadomię sobie, że nie wiem, nie zapytam. Ile razy czułem taki brak, że rzeczywiście pytałem? Kiedy czułem taki brak, żeby naprawdę czekać, aż padnie odpowiedź? Przecież na co dzień sam sobie udzielam odpowiedzi. Sam po chwili zaspokajam potrzeby. Byle jak, połowicznie, dopóki mogę mieć choćby namiastkę kontroli.

Stać, oczekując na odpowiedź. Pukać, stojąc przed zamkniętymi drzwiami. Szukać, mając puste ręce. Wytrzymać ciśnienie, nie wstydzić się i doczekać odpowiedzi. Przy takim podejściu będzie szansa na to, żeby przyjąć odpowiedź – taką, jaka padnie, a nie taką, jakiej oczekuję.

Boże, wobec Ciebie nie mam nic. Tylko czy chcę przyjąć postawę, która pozwala wziąć cokolwiek z Twojego królestwa? Poprowadź mnie, jak Tata niemowlę.