A Jezus dał im taką odpowiedź: "Nadeszła godzina, aby został otoczony chwałą Syn Człowieczy. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie samo jedno, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. Kto zaś chciałby Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec. Teraz dusza moja doznała lęku i cóż mam powiedzieć? Ojcze, wybaw Mnie od tej godziny. Ależ właśnie dlatego przyszedłem na tę godzinę. Ojcze, wsław imię Twoje!" Wtem rozległ się głos z nieba: "Już wsławiłem i jeszcze wsławię". Stojący tłum to usłyszał i mówił: "Zagrzmiało!" Inni mówili: "Anioł przemówił do Niego". Na to rzekł Jezus: "Głos ten rozległ się nie ze względu na Mnie, ale ze względu na was. Teraz odbywa się sąd nad tym światem. Teraz władca tego świata zostanie wyrzucony precz. A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie". To mówił, oznaczając, jaką śmiercią miał umrzeć.

 

W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus zachęca nas do podjęcia refleksji nad sensem cierpienia i straty. Porównuje nasze życie do ziarna, które aby wydać plon, rozwinąć się w roślinę – musi najpierw obumrzeć. Coś musi się skończyć, aby mogło się zacząć coś zupełnie nowego.

Wszyscy pragniemy być szczęśliwi i jeśli tracimy coś ważnego, często wydaje nam się to bezsensowne. Boimy się tego co nieznane, niepewne, tego nad czym nie mamy kontroli i czego nie potrafimy sobie wytłumaczyć.

Pan Jezus też odczuwał lęk przed drogą krzyżową. Okazał jednak posłuszeństwo Ojcu i podjął cierpienie ze względu na nas, a zmartwychwstając pokonał zło i śmierć. Pokazał, że trudne doświadczenia, nawet wtedy, gdy ich nie rozumiemy, mogą mieć wartość i prowadzić do szczęścia wiecznego.

Kasia Z.