Kiedy Szaweł przybył do Jeruzalem, próbował przyłączyć się do uczniów, lecz wszyscy bali się go, nie wierząc, że jest uczniem. Dopiero Barnaba przygarnął go i zaprowadził do apostołów, i opowiedział im, jak w drodze Szaweł ujrzał Pana, który przemówił do niego, i z jaką siłą przekonania występował w Damaszku w imię Jezusa. Dzięki temu przebywał z nimi w Jerozolimie, z siłą przekonania przemawiając w imię Pana. Przemawiał też i rozprawiał z hellenistami, którzy usiłowali go zgładzić. Bracia jednak, dowiedziawszy się o tym, odprowadzili go do Cezarei i wysłali do Tarsu. A Kościół cieszył się pokojem w całej Judei, Galilei i Samarii. Rozwijał się i żył bogobojnie, i obfitował w pociechę Ducha Świętego.

 

Jesteśmy w stanie uznać czyjeś nawrócenie jako dar i łaskę Boga. Ale czy z taką samą radością przyjmujemy nawróconych do wspólnoty naszego lokalnego Kościoła i do naszych wspólnot? Ile razy z ust ludzi wierzących wychodzą słowa pogardy wobec przyjmujących czasami dopiero na łożu śmierci sakrament chorych? Jako Kościół mamy jeszcze wiele do zrobienia w tym względzie. Módlmy się o serce Barnaby wolne od lęku i przygarniające odrzucanych, którym Pan okazał miłosierdzie.