Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, mówiąc mu: Uważaj, nikomu nic nie mów, ale idź pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich. Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego.

 

Bardzo ciekawe jest dzisiejsze spotkanie trędowatego z Panem Jezusem. Posiada ono w sobie dwa etapy. W pierwszym człowiek potrzebujący uzdrowienia, zachowuje się bardzo przyzwoicie. Pokornie przybliża się do Pana Jezusa, pada na kolana i prosi: „Jeżeli chcesz…”. Trędowaty wierzy, że Pan Jezus ma moc uzdrowienia, że może oczyścić go z trądu, ale nie musi. Tym razem Pan Jezus nie podejmuje z człowiekiem chorym żadnego dialogu, jak działo się to w innych przypadkach. Po prostu natychmiast dokonuje cudu uzdrowienia: „Bądź oczyszczony”.

Tylko pamiętaj – dodaje Pan Jezus – nie chwal się tym, ten cud nie potrzebuje twojego uwiarygodnienia, twojego słowa. On będzie bronił się sam. Ludzie zobaczą, że jesteś już zdrowy, że nie muszą cię unikać, że mogą do ciebie się zbliżyć, że mogą z tobą porozmawiać. Twoje miejsce nie będzie już poza miastem, gdzie wyznaczono umieralnię dla trędowatych. Od teraz twoje miejsce będzie we wspólnocie. Ty natomiast idź i „złóż za swe oczyszczenie ofiarę”.

I tutaj rozpoczyna się drugi etap dzisiejszego zapisu ewangelicznego. Wydaje się, że również tutaj rozpoczyna się pewien problem trędowatego. Kiedy był chory, zachowywał się przyzwoicie. Kiedy natomiast doświadczył daru uzdrowienia, utracił tę cnotę. Najpierw nie posłuchał prośby Pana Jezusa, by nie rozgłaszał tego. Ale też nie posłuchał nakazu, aby poszedł i złożył stosowną ofiarę w świątyni za swoje oczyszczenie z trądu. Przynajmniej nic na ten temat nie mówią Ewangeliści.

Każde uzdrowienie – fizyczne czy duchowe – powinno prowadzić do wdzięczności i poprawy jakości życia. Człowiek zdrowy na ciele bądź posiadający czyste sumienie, powinien mieć w sobie więcej determinacji do tego, aby dzielić się z innymi radością, miłością, dobrocią, bezinteresownością…

Jeżeli tak się nie dzieje, to może lepiej pozostać jeszcze przez jakiś czas na etapie cierpienia, aby zatęsknić za Bogiem i za czystością serca. Aby mimo wszystko zachowywać się przyzwoicie. Dopiero z takiej tęsknoty za nawróceniem, za uzdrowieniem zrodzi się człowiek o nowym sercu, który będzie zdolny trwać w posłuszeństwie Panu Bogu aż do śmierci.