Uczniowie opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak poznali Jezusa przy łamaniu chleba. A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: «Pokój wam!». Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: «Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie Mnie i przekonajcie się: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam». Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi. Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: «Macie tu coś do jedzenia?». Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i spożył przy nich. Potem rzekł do nich: «To właśnie znaczyły słowa, które mówiłem do was, gdy byłem jeszcze z wami: Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach». Wtedy oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma. I rzekł do nich: «Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie; w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jeruzalem. Wy jesteście świadkami tego».

 

Wydawałoby się, że Apostołowie opisani w dzisiejszej Ewangelii mają wszystkie potrzebne informacje, żeby uwierzyć w zmartwychwstanie: znają Pisma prorockie, słyszeli, jak sam Jezus mówi o zmartwychwstaniu za swojego życia, znają relację Marii Magdaleny, a także Piotra i Jana, w końcu słyszą opowieść uczniów z Emaus. Można powiedzieć, że mają wszystkie potrzebne elementy układanki, ale wciąż nie potrafią ułożyć jej w całość. Zabrakło czegoś ważnego – doświadczenia i spotkania. Jezus cierpliwie i metodycznie pokazuje im prawdę o swoim zmartwychwstaniu. Najpierw przekazuje im słowa pokoju, oddala ich lęk. Potem pokazuje im swoje ręce i nogi, aby nie ulegli fałszywemu wyobrażeniu, że jest duchem lub zjawą. Następnie prosi o coś do jedzenia, prosty gest, podstawowa ludzka potrzeba. Jezus daje uczniom czas, żeby przekonali się o prawdziwości Jego zmartwychwstania. Dopiero wtedy są w stanie pojąć Jego nauki, a także przyjąć to, co mówi Pismo i Prorocy. To nie zebrane informacje czy zdobyta wiedza sprawiły, że uczniowie uwierzyli w zmartwychwstanie, ale spotkanie z Jezusem, doświadczenie Jego obecności.

Myślę, że z nami jest podobnie... Możemy znać Pismo Święte na pamięć, słuchać kazań wybitnych kaznodziejów, studiować teologię, odprawiać rekolekcje, ale jeśli nie prowadzi to do spotkania z Jezusem, do doświadczenia Jego obecności, nie spowoduje to wzrostu naszej wiary. Zostaniemy uczonymi, ale nie uczniami.

I jeszcze jedna myśl. Żyjemy w czasach szumu informacyjnego. Wciąż chcemy wiedzieć więcej, najlepiej teraz, już. A Jezus pokazuje, że można inaczej, krok po kroku odkrywając prawdę. Wtedy zdobywamy nie tylko wiedzę, ale i zrozumienie.