Wydawałoby się, że obsługa hotelowa siłą rzeczy musi być uprzejma dla gości niezależnie od płci, pochodzenia, statusu czy wieku. Rzeczywiście trudno narzekać na greckich barmanów, recepcjonistów czy kelnerów. Ale moją uwagę zwróciły dwa drobne gesty.

Popołudnie. Po obiedzie goście wychodzą na rozległy taras i siadają przy stolikach. Większość kończy kawę i pali papierosy, niektórzy towarzyszą im tylko z kawą, popijają wino lub słabe drinki. Gdy jeden ze stolików się zwolnił, usiadło przy nim starsze małżeństwo, chyba Niemców. Nie palili. Nie mieli też nic do picia. Rozmawiali. Podziwiali widok na morze. Gdy tylko przy barze zrobiło się luźniej, wyszedł do nich młody barman i z jeszcze większą niż na ogół uprzejmością zapytał, czy nie chcą czegoś do picia. Mężczyzna zapytał o możliwości - dla siebie zamówił coś z alkoholem, dla małżonki bez. Chłopak przyjął zamówienie a po chwili, ze szczerym uśmiechem je zrealizował. Nie byłoby może w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że to goście podchodzili do baru, zza którego barman w ogóle się nie ruszał.

Wieczór. Ten sam taras co poprzednio. Tak samo papierosy, ale tym razem zamiast kawy na ogół piwo. I inna para przy stoliku, ale w podobnym wieku. Też barman, ale zdecydowanie starszy - myślę, że grubo po pięćdziesiątce, o wdzięcznym imieniu Konstantinos. Podchodzi do stolika starszych państwa i bez słowa kładzie na nim małą miseczkę najprawdopodobniej z orzeszkami ziemnymi. Starsi państwo na początku wydają się być zaskoczeni: „przecież nic nie zamawialiśmy”. Po chwili wszyscy uprzejmie się do siebie uśmiechają. To wystarczy.

Obie te sceny zrobiły na mnie wrażenie, mimo, że bardzo dyskretne, wydawały się równocześnie bardzo naturalne. W ostatnim czasie - ze względu na trudną sytuację ekonomiczną Grecji - dało się słyszeć raczej nieprzychylne wypowiedzi na temat samych Greków. Nie ukrywam, że byłem dość uprzedzony. Ale te dwa drobne gesty na nowo mnie usposobiły do Greków.

Potwierdzenie znalazłem w książce „Spełnienie” wspominanej już Arianny Huffington, która pisze m.in. o swoim spotkaniu z opatem klasztoru Moni Tharri na Rodos. Atencja, jaką go darzono, nie wynikała bynajmniej z jego kościelnych tytułów, ale z powodu „miłości i szacunku, jakie wzbudzał”. Zarówno mnisi, jak i dzieci, nazywali go Geronda, co znaczy „stary człowiek”. „Utożsamianie wieku z mądrością i bliskością Boga, bardzo częste w Grecji, stoi w jawnym kontraście ze sposobem, w jaki na Zachodzie traktuje się obecnie proces starzenia - jak chorobę, którą należy poddać kwarantannie, a o dotkniętym nią człowieku zapomnieć” - pisze założycielka „Huffington Post”.

***

O. Augustyn Pelanowski w książce „Dom Józefa” skutecznie przekonuje, że mężczyzna, który na kartach Ewangelii nie wypowiada ani jednego słowa, ma wielki udział w planie zbawienia. Otóż sam Bóg zechciał, żeby Jego Syn miał takiego opiekuna, co - mając na uwadze Bożą pedagogię - musi mieć ogromne znaczenie. W ogóle zdaje się, że św. Józef jest mało przez nas doceniony. Może przez to, że myślimy o nim jako prostym cieśli, który w swoim nazaretańskim warsztacie strugał jakieś niewyszukane meble? Greckie „ho tekton” oznacza raczej budowniczego domów, a to zmienia postać rzeczy, bo do postawienia nawet najprostszego domu potrzeba wiedzy, umiejętności i doświadczenia. Tego wszystkiego z pewnością uczył się od Józefa młody Jezus.

Największe wrażenie zrobiło na mnie rozważanie o. Pelanowskiego na temat „palimpsestu zbawienia”.

Palimpsest to rękopis spisany na używanym już wcześniej materiale piśmiennym, z którego usunięto poprzedni tekst. W starożytności materiały piśmiennicze były bardzo drogie, więc być może Józef używał jakiegoś pergaminu, który ciągle ścierał, by nanosić na nim nowe rysunki i obliczenia. „Mały Jezus mógł więc widzieć, jak Jego ojciec ściera stare plany i rozrysowuje nowe i w Jego małej główce dojrzewał plan inny - plan zbawienia, który zetrze wszystkie błędne plany ludzkie i nakreśli Boski palimpsest zbawienia”.

***

W czasie spotkania z wolontariuszami ŚDM Kraków 2016 papież Franciszek powiedział do zgromadzonej w Tauron Arenie młodzieży, że jest „nadzieją przyszłości”. Ale pod dwoma warunkami. Pierwszym warunkiem jest pamięć - o swoim narodzie, o swojej rodzinie, o całej swojej historii. Co zrobić, żeby pamiętać? „Rozmawiaj z rodzicami, z osobami starszymi, ale zwłaszcza rozmawiaj z dziadkami. Jasne? Zatem, jeśli chcesz być nadzieją przyszłości musisz przejąć pochodnię od swojego dziadka i babci. Czy obiecujecie, że przygotowując się do Dni w Panamie będziecie częściej rozmawiać ze swoimi dziadkami? Jeśli zaś dziadkowie są już w niebie, czy będziecie rozmawiać z osobami starszymi? Będziecie zadawać im pytania? Pytajcie ich, bo oni są mądrością narodu” - mówił papież Franciszek.

***

Chcesz być nadzieją przyszłości? Pamiętaj o całej swojej historii - pytaj o nią swoich dziadków. Darz szacunkiem ludzi starszych - są skarbnicą życiowej mądrości. A jak pokazuje przykład św. Józefa, ludzie starsi są też skarbnicą zbawiennej mądrości.