Paś lud Twój, Panie, laską Twoją, trzodę dziedzictwa Twego, co mieszka samotnie w lesie, pośród ogrodów. Niech wypasają Baszan i Gilead jak za dawnych czasów. "Jak za dni Twego wyjścia z ziemi egipskiej ukażę mu dziwy". Któryż bóg podobny Tobie, co oddalasz nieprawość, odpuszczasz występek Reszcie dziedzictwa Twego? Nie żywi On gniewu na zawsze, bo upodobał sobie miłosierdzie. Ulituje się znowu nad nami, zetrze nasze nieprawości. Wrzucisz w morskie głębiny wszystkie ich grzechy. Okażesz wierność Jakubowi, Abrahamowi łaskawość, co poprzysiągłeś przodkom naszym od najdawniejszych czasów.

 

Powierzyć się miłosiernemu Bogu, który nie żywi gniewu, ciągle się nad nami lituje i chce zetrzeć nasze nieprawości, wydaje się być najbardziej logicznym wyborem dla każdego z nas. A jednak nasza codzienność pokazuje, że niestety nie potrafimy, a może nawet często nie chcemy bezgranicznie zaufać Panu Bogu.

Może szczególnie teraz, w okresie Wielkiego Postu, chciejmy pytać siebie, dlaczego nawet już wracając do Boga, podejmujemy takie decyzje, które stają się początkiem naszego kolejnego odejścia? Dlaczego ciągle próbujemy szukać usprawiedliwienia dla naszych zaniedbań, naszych grzechów?

Niech kalkulacja, tworzenie przeróżnych statystyk nie będzie normą, szczególnie w naszym rozwoju duchowym. Prawdziwa miłość nie jest do opisania w liczbach. Każda próba jej matematycznej analizy jest od początku skazana na niepowodzenie. Nigdy nie można zapomnieć, że każdy grzech boli oddzielnie, a każda rana krwawi osobno!

Niech każdy dzień będzie dla nas czasem szukania w sobie odwagi, by ciągle pragnąć powrotu do Boga, by dać się objąć Bożemu miłosierdziu, by wreszcie szukać schronienia w ranach Jego miłości…