Wtem przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech. Nie mogąc z powodu tłumu przynieść go do Niego, odkryli dach nad miejscem, gdzie Jezus się znajdował, i przez otwór spuścili łoże, na którym leżał paralityk. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy. A siedziało tam kilku uczonych w Piśmie, którzy myśleli w sercach swoich: Czemu On tak mówi? On bluźni. Któż może odpuszczać grzechy, prócz jednego Boga? Jezus poznał zaraz w swym duchu, że tak myślą, i rzekł do nich: Czemu nurtują te myśli w waszych sercach? Cóż jest łatwiej: powiedzieć do paralityka: Odpuszczają ci się twoje grzechy, czy też powiedzieć: Wstań, weź swoje łoże i chodź? Otóż, żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów - rzekł do paralityka: Mówię ci: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu! On wstał, wziął zaraz swoje łoże i wyszedł na oczach wszystkich. Zdumieli się wszyscy i wielbili Boga mówiąc: Jeszcze nigdy nie widzieliśmy czegoś podobnego.

 

Zastanawiające, że Chrystus w pierwszej kolejności nie zajmuje się ciałem tego człowieka. Interesuje się przede wszystkim jego duszą. Wymownie jest to zwłaszcza dzisiaj, gdzie współczesny świat skupia niemal wyłącznie na zdrowiu fizycznym, dobrobycie, wygodzie, przyjemności... tak daleko, że zapomina niemal całkowicie o sprawach duszy. Zaprzecza nawet jej istnieniu.

Przecież to dzięki naszej duszy jesteśmy ukształtowani na obraz Boży, tyko dusza w najwyższym stopniu uszlachetnia naszą osobowość, więcej: przedłuża nasze istnienie w nieskończoność. Ciało... spełnia wobec duszy rolę służebną.