Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, ubitą, utrzęsioną i wypełnioną ponad brzegi wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie".

 

W pierwszych słowach tego krótkiego fragmentu Ewangelii św. Łukasz przypomina nam, że mamy być miłosierni… Katechizm Kościoła Katolickiego wymienia uczynki miłosierdzia co do duszy i co do ciała. Jednym z tej pierwszej kategorii jest upomnienie braterskie.

Obserwując otaczającą nas rzeczywistość, można dojść do wniosku, że chrześcijanie XXI wieku mają z nim coraz większy problem. Niektórym z nas udało się wmówić, że każdy ma prawo do samostanowienia, do decydowania o swoim postępowaniu, o swoich wyborach i decyzjach, nawet wtedy, kiedy te akty są wbrew obiektywnemu porządkowi moralnemu, rozsądkowi, czy kiedy po prostu prowadzą mniej lub bardziej wprost do autodestrukcji. Będąc świadkami takich sytuacji, mamy milczeć, a nawet mówić, że nic się nie dzieje. Chodzi o to, żeby błądzący nie poczuł przypadkiem jakiegokolwiek dyskomfortu.

Co więcej, wydaje się, że dla wielu upomnienie jest tożsame z potępieniem! Oczywiście, można upomnieć tak, że wgnieciemy bliźniego w ziemię i faktycznie poczuje się potępiony. Ale przecież nie o to chodzi…. Zresztą linijkę dalej Jezus upomina: Nie potępiajcie. Prawdziwe upomnienie ratuje życie i to często dosłownie. Prawdziwe upomnienie jest niejednokrotnie konieczne. Jest wyrazem miłości, troski o mojego bliźniego.

W kontekście trwającego Wielkiego Postu zadajmy sobie dziś pytanie, na ile realizujemy nasze chrześcijaństwo, korzystając z przywileju upomnienia bliźniego? Na ile go naprawdę kochamy? Amen.