Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim. I kto by przyjął jedno takie dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje. Strzeżcie się, żebyście nie gardzili żadnym z tych małych; albowiem powiadam wam: Aniołowie ich w niebie wpatrują się zawsze w oblicze Ojca mojego, który jest w niebie.

 

Czytając ewangelię wielokrotnie dochodzę do wniosku, że wypowiedzi Apostołów czy uczniów usprawiedliwiają nasze (złe) zachowanie, myśli, słowa... Tak jak np. dziś uczniowie pytają się Jezusa o to "Kto właściwie jest największy w królestwie niebieskim?". Czyli proszę Jezusa o wprowadzenie pewnego porównania, "chcą się ścigać". A Jezus odpowiada im przytaczając obraz dziecka.

Uczniowie zachowują się dokładnie tak jak my współcześnie. Często nie pytamy o Jezusa, Jego bliskość i obecność - czyli o istotę naszego bycia w Kościele. Zamiast tego porównujemy się i ścigamy, to na coraz lepsze inicjatywy duszpasterskie czy kto zgromadzi więcej wiernych wokół siebie. Jednak to dzisiejsze pytanie uczniów jest dla mnie dziś jakoś usprawiedliwiające. Oni też z tym mieli problemy.