Próbujemy uszczęśliwiać na siłę siebie, innych i cały świat dookoła, bo przecież my wiemy najlepiej, jak ten świat powinien zostać zorganizowany. I wcale nie robimy tego ze złej woli, tylko naprawdę tak myślimy, bo nie wyobrażamy sobie tego, żeby wyjść poza nasze ograniczenia, poza własny czubek nosa.

Dzisiaj bardzo często zachowujemy się egoistycznie i to nie dlatego, że chcemy, najczęściej wcale o tym nie myślimy, tylko tak po prostu jest. Wzmagane jest to jeszcze dodatkowo postawą naszego otoczenia, które jest takie samo, zabiegane, w ciągłym pośpiechu, gubiące refleksję po porannej toalecie. Byle do piętnastej, byle do piątku, byle do urlopu, byle do emerytury, a potem to ja już się za siebie wezmę, odnowię przyjaźnie, przeczytam książki, może pójdę do spowiedzi. Się ogarnę. Czy zdążysz?

Tak sobie myślę, że w tej ciągłej gonitwie pędzimy często bez wyznaczonego celu ostatecznego, bez jakiejś idei. Bo czy można nazwać ideą plan sprzedażowy, cele korporacyjne, awanse i podwyżki. Pewnie w jakimś tam stopniu można, ale czy one są spełnieniem, celem ostatecznym? I tu też często nie ma złej woli, bo przecież musimy utrzymać rodzinę, zapłacić czynsz, czesne w szkole dzieci, wymienić samochód i tysiące innych rzeczy. Przecież to też jest ważne. Nie możemy wyjechać w Bieszczady i odpuścić życie, ale ten trud znosić. 

Po to mamy przyrodzoną godność i wdrukowane w sumienia prawo naturalne, żebyśmy ten trud znosili jak Pan Bóg przykazał. I w zasadzie tu można byłoby skończyć, gdyby nie jeden mały szczegół. Ewangelia wg św. Jana w rozdziale 10 wspomina o sytuacji, w której faryzeusze próbowali ukamienować Chrystusa i On im mówi, że „wy nie wierzycie, bo nie jesteście z moich owiec. Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki.” Wydaje mi się, że tu jest klucz do tego, jak ten egoizm, zalatanie, roztargnienie i ciągły brak czasu przekuć w wyznaczenie dobrego kursu. Wystarczy się wsłuchać w głos Pana, a on przecież mówi, że zna tych co Go słuchają. Niby proste, ale przecież tak niezwykle trudne, kiedy mamy na uszach słuchawki, w telewizorze reality show, w książce skandynawskie morderstwa i cała masa ściany do przewinięcia na portalu społecznościowym. Słyszysz? Chcesz usłyszeć? Trudne, prawda?

Ja też mam z tym duże problemy, z tym wytyczeniem właściwego kursu, ustawieniem anteny na odbiór. Polecono mi jednak ostatnio wspaniałą receptę na tę, bądź co bądź, pychę. Wspaniałą modlitwę, którą przytoczę na końcu tego felietonu. Jest niezwykle trudna i trzeba być naprawdę twardzielem, żeby przyznać, że ona jest do mnie i do Ciebie. Pomódlmy się więc!

Litania Pokory
Tomasz a Kempis

O, Jezu, cichy i pokornego serca, wysłuchaj mnie!
Wyzwól mnie, Jezu z pragnienia, aby być cenionym, wysłuchaj mnie!
z pragnienia, aby być lubianym, wysłuchaj mnie!
z pragnienia, aby być wysławianym, wysłuchaj mnie!
z pragnienia, aby być chwalonym, wysłuchaj mnie!
z pragnienia, aby wybrano mnie przed innymi, wysłuchaj mnie!
z pragnienia, aby zasięgano mojej rady, wysłuchaj mnie!
z pragnienia, aby być uznanym, wysłuchaj mnie!
ze strachu przed poniżeniem, wysłuchaj mnie!
ze strachu przed wzgardą, wysłuchaj mnie!
ze strachu przed skarceniem, wysłuchaj mnie!
ze strachu przed zapomnieniem, wysłuchaj mnie!
ze strachu przed wyśmianiem, wysłuchaj mnie!
ze strachu przed skrzywdzeniem, wysłuchaj mnie!
ze strachu przed podejrzeniem, wysłuchaj mnie!
I także, Jezu, daruj mi tę łaskę, bym pragnął...
aby inni byli więcej kochani, niż ja,
aby inni mogli być wyżej cenieni ode mnie,
aby w oczach świata inni wygrywali, ja bym przegrywał,
aby inni byli wybierani, a ja bym był pozostawiony,
aby inni byli chwaleni, a ja bym był niezauważony,
aby inni byli we wszystkim uznani za lepszych ode mnie,
aby inni mogli stać się świętszymi ode mnie,
o ile tylko ja będę tak święty jak powinienem.
Amen