Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami. Na ich widok rzekł do nich: Idźcie, pokażcie się kapłanom. A gdy szli, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin. Jezus zaś rzekł: Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? Żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec. Do niego zaś rzekł: Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła.

 

Najpierw musi być spotykanie z Jezusem. To każdy z nas musi wypatrywać jaką drogą On przechodzi? Gdzie można Go spotkać, zobaczyć? Jezus jest bowiem i dziś w drodze, przechodzi drogą przez nasze serca, przez nasze środowiska, w których żyjemy, pracujemy. Zagląda do naszych rodzin, domów. On jest, aby dotknęła nas Jego łaska. Co więcej zna nasze choroby, nasz trąd współczesny, który pokrywa nasze serca i sumienia.

Trzeba wyjść naprzeciw, trzeba tylko wołać: „ulituj się”! Trzeba także być posłusznym Kościołowi. Oni szli pokazać się kapłanowi, okazali posłuszeństwo Jezusowi i wtedy nastąpiło uzdrowienie z trądu.

I oto pierwszy naturalny odruch – dziękczynienie. Uzdrowiony samarytanin wraca, dziękuje, uwielbia Boga za cud.

Cała ta droga, od wołania o uzdrowienie aż do powrotu aby dziękować jest wyrazem wiary, którą pochwala Jezus.

Posłuszeństwo Jezusowi i wędrówka do kapłanów oczyściła trędowatych, wiara samarytanina uzdrowiła go. Zapewne potrzebował uzdrowienia ten poganin. Zapewne jego naturalny odruch wdzięczności zbliżył go do Boga. Uwierzył i uwielbiał padając do stóp Jezusa. Oto szczerość i prostota dziecka Bożego, oto wiara, która uzdrawia. Panie, przymnóż nam takiej wiary!