Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: „Widzieliśmy Pana”. Ale on rzekł do nich: „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę”. A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz domu i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: „Pokój wam!” Następnie rzekł do Tomasza: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż ją do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym”. Tomasz Mu odpowiedział: „Pan mój i Bóg mój!” Powiedział mu Jezus: „Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś. Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”.

 

Nie, to, co mówicie, jest nieprawdą! Jak mogliście widzieć Pana? To ja powinienem pierwszy Go zobaczyć, nie wy! A może oni naprawdę spotkali Mistrza? Teraz tylko ja muszę się z Nim spotkać, ale gdzie i kiedy? Jeszcze nie jestem gotowy, nie wiem, co Mu powiedzieć. A Pan przyjdzie i powie: Tomaszu, Krzysztofie, Anno, podejdź bliżej i podnieś swój palec, podnieś swoją rękę i włóż do boku mego. Jezu, może i podejdę, ale nie wiem, czy chcę podnieść palec i dłoń, bo to wszystko przeze mnie, bo ja też jestem winien Twojej rany, bo ja też wiele razy trzymałem włócznię, która Cię przebiła. Podejdź, dotknij i uwierz, że Ja ci wszystko ciągle przebaczam. I jeszcze jedno: nie grzesz więcej.