Kiedy nadszedł czas uczty, posłał swego sługę, aby powiedział zaproszonym: "Przyjdźcie, bo już wszystko jest gotowe". Wtedy zaczęli się wszyscy jednomyślnie wymawiać. Pierwszy kazał mu powiedzieć: "Kupiłem pole, muszę wyjść, aby je obejrzeć; proszę cię, uważaj mnie za usprawiedliwionego". Drugi rzekł: "Kupiłem pięć par wołów i idę je wypróbować; proszę cię, uważaj mnie za usprawiedliwionego". Jeszcze inny rzekł: "Poślubiłem żonę i dlatego nie mogę przyjść". Sługa powrócił i oznajmił to swemu panu. Wtedy rozgniewany gospodarz nakazał słudze: "Wyjdź co prędzej na ulice i zaułki miasta i wprowadź tu ubogich, ułomnych, niewidomych i chromych". Sługa oznajmił: "Panie, stało się, jak rozkazałeś, a jeszcze jest miejsce". Na to pan rzekł do sługi: "Wyjdź na drogi i między opłotki i zmuszaj do wejścia, aby mój dom był zapełniony. Albowiem powiadani wam: Żaden z owych ludzi, którzy byli zaproszeni, nie skosztuje mojej uczty".

 

Ewangelia jest żywym słowem i dzieje się na naszych oczach. Ta wielka uczta, którą wyprawił „pewien człowiek”, to Msza Święta. Bóg wysyła zaproszenie, abyśmy mogli przyjść i się z Nim spotkać. Wielu z nas lekceważy to zaproszenie i mamy błahe powody dla własnego usprawiedliwienia. Zadaj sobie pytanie. Czy cieszysz się, że możesz spotkać Boga w sakramentach? Czy masz pragnienie przebywania z Nim? Jeśli nawet odpowiedź twoja jest negatywna, to jeszcze nic straconego. On nadal ma ogromną ochotę spotkać się z tobą.