Jezus powiedział do swoich uczniów: "Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął. Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie. Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej".

 

Dziwimy się, że ludzie się kłócą. Chcielibyśmy, żeby wszystko było kolorowe. Często zamiatamy przy tym problemy pod dywan. Po jakimś czasie takiego zamiatania w końcu zabraknie miejsca. Dojdzie do kumulacji i wszystkie te małe sprawy staną się jednym wielkim wybuchem emocji.

Jezus poprzez swoje działanie próbuje krok po kroku wyprostować każdą sprawę, która nas dotyczy. W każdej tej małej sprawie rzuca ogień! Ogień miłości Bożej, która tworzy rozłam. Bo Jezus nie może się zgodzić na wszystko, pomimo swojej miłości do człowieka. To jest pociągające w chrześcijaństwie!