Tak Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach, głosił Ewangelię królestwa i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości. A widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo”.

 

"Jeszcze nigdy czegoś takiego nie widziałem/łam" – okrzyk zachwytu, który zapewne mieliśmy okazję, może nawet i niejeden raz wypowiedzieć na widok czegoś, co przekroczyło swym rozmachem lub pięknem to, co do tej pory widzieliśmy. Niewątpliwie takim miejscem naszego zachwytu jest świat przyrody. To w nim raz po raz dostrzegamy cuda Bożej mądrości i piękna, szczególnie teraz w czasie wakacji.

A co ze światem ludzi?

Obserwując ludzkie zachowania i wybory wydaje się jakby cały był skupiony na sobie – dla mnie, do mnie, przeze mnie... I nieważne, jakimi metodami. Byleby było. W tym się nie zmieniliśmy. Właśnie dlatego zachowanie Jezusa rodziło taki odzew. Nikt do tej pory w taki sposób nie przystawał przy człowieku, przy jego biedzie, jakąkolwiek by ona nie była. Dla Jezusa nie miało to znaczenia. Liczył się człowiek i jego ogromna tęsknota za miłością. On właśnie po to przyszedł, by człowiek mógł doświadczyć bardzo konkretnie Bożej miłości.

W naszych biedach też się nie zmieniliśmy, stąd potrzeba Bożych robotników, którzy doświadczając miłości w swoim życiu, "zapomną" o nim, by bez osądzania byli przy drugim człowieku, jako "żywa pamięć" Boga, który pamięta o każdym z nas.