Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich Rabbi. Otóż wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus. Największy z was niech będzie waszym sługą. Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony.

 

Jaki zarzut często kierują wobec Kościoła i ich członków ludzie, którzy nie praktykują i sami do kościoła nie chodzą? Delikatnie mówiąc: brak pokrycia słów z czynami u osób wierzących bądź tylko uczestniczących w liturgii. Niestety często jest w tym dużo prawdy. Sam znam takie osoby, które są blisko Kościoła – praktykują, uczęszczają regularnie na niedzielną Eucharystię, a pomimo tego potrafią całymi latami prowadzić procesy sądowe np. o spadek po zmarłych rodzicach (zgoła daleki jestem od prób rozstrzygania takich sporów, co i komu się należy). Zapominają o słowach samego Jezusa: „Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przez ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim! Potem przyjdź i dar swój ofiaruj!” (zob. Mt 5, 23-24). Myślę, że z każdej sytuacji (sporu) można dojść do porozumienia – wystarczy odrobina dobrej woli. 

Jezus w powyższej perykopie biblijnej obnaża hipokryzję i próżność uczonych w Piśmie. Z jednej strony dużo mówią o Prawie, przepisach, a z drugiej strony potrafią je skrzętnie omijać. Nakładają liczne obowiązki wobec wyznawców, ale sami nie chcą „ruszyć palcem”. Ich czyny podyktowane są chęcią pokazania się innym. Brak w tym serca i miłości. To rozdarcie pomiędzy słowami, a czynami jest ogromne. Jezus wytyka im (a może również i nam?), że w wielu sytuacjach życia poszukują jedynie własnej chwały, zaszczytów, realizacji niezdrowych ambicji (o ambicji już kiedyś była mowa). 

Pomimo tego Jezus nie podważa autorytetu uczonych w Piśmie i nie zachęca do nieposłuszeństwa. Stwierdza, że są dobrymi nauczycielami, ale złymi przykładami – „Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie”. Można być wielkim mówcą i nauczycielem, można robić dużo szumu wokół siebie, ale nic poza tym. Czasem wręcz czyny zaprzeczają słowom. Nie mogą one stać się przykładem do naśladowania.

Jezus po obnażeniu zakłamania wielu uczonych wskazuje na prawdziwy i autentyczny wzór ucznia do naśladowania. Jest nim osoba, która nie skupia na sobie (nie gromadzi wokół siebie), ale pomaga wskazać na prawdziwego Pana – Jezusa Chrystusa. Nie przysłania swoją osobą jedynego i prawdziwego Zbawiciela. Potrafi swoją bliskość z Bogiem, okazać w konkretnym czynie miłości wobec bliźniego. Jest wielu takich wspaniałych ludzi. Jest wielu takich świętych, którzy odkrywając Boga w swoim życiu, potrafili podzielić się Nim z innymi.

Święty Brat Albert – Adam Chmielowski. Powstaniec, malarz, Ojciec Ubogich… Jego życie jest „powieścią” odkrywania i postępowania według słów Ewangelii. Ten Święty pokazuje, że o Bogu trzeba mówić, ale i słowa potwierdzać czynami. Warto przytoczyć w tym miejscu fragment Listu pasterskiego Episkopatu Polski z okazji Roku św. Brata Alberta (2017): „Rok poświęcony św. Bratu Albertowi wpisuje się dobrze jeszcze z jednego powodu w całokształt działań duszpasterskich Kościoła w Polsce. Temat określający charakter tego roku brzmi: świadectwo i misja, a hasłem które mu przyświeca są słowa zaczerpnięte z Ewangelii: „Idźcie i głoście” (por. Mk 16,15). Jedną z zasadniczych misji chrześcijan to czynne miłosierdzie, miłość, która przejawia się w konkretnym działaniu. Święty Brat Albert jest bez wątpienia wyrazistym świadkiem niesienia Ewangelii ubogim. Pragniemy więc w sposób szczególny w nadchodzącym czasie ukazać tę wyjątkową osobę, jako wzór oraz patrona czynnej miłości bliźniego. Ojciec ubogich, jak nazywamy często św. Brata Alberta, może nas nauczyć jak w praktyce wypełnić nakaz Jezusa: „Bądźcie miłosierni, jak miłosierny jest wasz Ojciec w niebie”. Potrzeba nam takich świadków, aby nasze serca nie stygły, były wciąż i na nowo uwrażliwione na niezliczone biedy ludzkie, abyśmy stale w naszym postępowaniu byli inspirowani „wyobraźnią miłosierdzia”. Brat Albert wskazuje nam, jak możemy otworzyć nasze serca „na tych wszystkich, którzy żyją na najróżniejszych peryferiach egzystencjalnych, które często dzisiejszy świat stwarza w sposób dramatyczny”.

Prawdziwy uczeń Jezusa Chrystusa potrafi o Nim wiele i pięknie mówić. Potrafi też zaświadczyć swoimi uczynkami, że wierzy w to, co mówi. 

 

Zobacz >>Aktualności<< Radia Profeto - bieżące informacje o audycjach i transmisjach na naszej antenie.