Faryzeusze chcieli powstrzymać Jezusa i zgładzić Go czym prędzej. Kiedy przyszedł do domu, bliscy chcieli Go powstrzymać. A ja? Czy moje serce ciągle ulega rozumowi? Czy rozum, który nie ogarnia w ogóle wszechmocy Mesjasza, powstrzymuje moje serce przed miłością? A może ja sam powstrzymuję Jezusa, aby przeze mnie dał się poznać bratu/siostrze? Bo przecież każde powstrzymanie miłości z mego wnętrza do bliźniego, to powstrzymanie Jezusa.

Wulgarny świat krzyczy o głupocie miłości, o głupocie braterstwa, o głupocie relacji z drugim człowiekiem. Zdaje się, że ten ferment przesiąknął każdą dziedzinę życia. Mam jednak pewność, że nic i nikt nie zdoła powstrzymać miłości z Nazaretu, gdyż zbyt mocno ukochała to, co głupie, małe i nic nie znaczące w oczach świata. Kto tak pokochać potrafi, niech spodziewa się również dziś, że mówić będą "Odszedł od zmysłów".

Panie mój i Boże, Jezu z Nazaretu, proszę Cię, abym na Twój wzór zwariował z miłości do człowieka. Abyś dał mi łaskę odejścia od zmysłów na wzór miłości. Kochać pragnę – pomóż mi zwariować.


Prosiłem Boga, aby zabrał moją pychę, a On powiedział "Nie". Powiedział, że to nie Jego sprawa ją zabierać, to ja mam ją odrzucić.
Prosiłem Boga, by uzdrowił moje kalekie dziecko, a Bóg powiedział "Nie". Powiedział, że jego duch jest zdrowy, a wszak ciało jest tymczasowe.
Prosiłem Boga o cierpliwość, a Bóg powiedział "Nie". Powiedział, że cierpliwość jest owocem cierpienia, jej się nie daje, ją się wypracowuje.
Prosiłem Boga, by dał mi szczęście, a Bóg rzekł "Nie". Powiedział, że daje błogosławieństwa, a szczęście zależy ode mnie samego.
Prosiłem Boga, by zaoszczędził mi bólu, a Bóg rzekł "Nie". Powiedział, "Cierpienia odciągają od ziemskich spraw, a przyciągają do mnie".
Spytałem Boga, czy mnie kocha. I Bóg powiedział "Tak". Wszak dał swego jedynego Syna, który umarł za mnie, a ja będę kiedyś w niebie, ponieważ wierzę w Niego.
Prosiłem Boga, by mi pomógł kochać innych tak, jak On kocha. I Bóg rzekł "Nareszcie zrozumiałeś".