Jezus powiedział do swoich uczniów: „Słyszeliście, że powiedziano: «Oko za oko i ząb za ząb». A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi. Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz. Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące. Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie”.

 

To stwierdzenie każe mi się zastanowić nad tym, czy liczę się ze zdaniem drugiego człowieka czy uważam, że nie ma to większego znaczenia, bo przecież i tak wiem lepiej. Może jest tak, że biorę pod uwagę tylko zdanie niektórych, bo cała reszta i tak nie ma mi nic szczególnego do przekazania... Jeśli tak właśnie jest, to co wtedy, kiedy Bóg posłuży się słowem człowieka dla mnie najmniej zauważalnego? Jeśli właśnie przez niego będzie chciał mi coś przekazać? Czy podchodząc w taki sposób do sprawy nie czynię siebie sędzią klasyfikującym, kto godzien, a kto nie?

Jak przyjmuję Słowo Jezusa? Czy jest godne mego wysłuchania i przyjęcia?

Duchu Święty, daj mi światłe oczy serca...