W Sorea, w pokoleniu Dana, żył pewien mąż imieniem Manoach. Żona jego była niepłodna i nie rodziła. Anioł Pański ukazał się owej kobiecie, mówiąc jej: «Oto teraz jesteś niepłodna i nie rodziłaś, ale poczniesz i porodzisz syna. Lecz odtąd strzeż się: nie pij wina ani sycery i nie jedz nic nieczystego. Oto poczniesz i porodzisz syna, a brzytwa nie dotknie jego głowy, gdyż chłopiec ten będzie Bożym nazirejczykiem od chwili urodzenia. On to zacznie wybawiać Izraela z rąk filistyńskich». Poszła więc kobieta do swego męża i tak rzekła do niego: «Przyszedł do mnie mąż Boży, którego oblicze było jakby obliczem Anioła Bożego, pełne dostojeństwa. Nie pytałam go, skąd przybył, a on nie oznajmił mi swego imienia. Rzekł do mnie: „Oto poczniesz i porodzisz syna, lecz odtąd nie pij wina ani sycery, ani nie jedz nic nieczystego, bo chłopiec ten będzie Bożym nazirejczykiem od chwili urodzenia aż do swojej śmierci”». Urodziła więc owa kobieta syna i nazwała go imieniem Samson. Chłopiec rósł, a Pan mu błogosławił. Duch Pana zaś począł na niego oddziaływać.

 

Lektura historii zwiastowania narodzin Samsona to kolejny adwentowy dowód na troskę Boga o ludzkie szczęście. W kontekście liturgii i fragmentu Ewangelii o zwiastowaniu Zachariasza warto sięgnąć po cały 13 rozdział Księgi Sędziów i zobaczyć niepokój i niedowierzanie tej „oazy spokoju”, jaką jest Manoach (można tłumaczyć jego imię jako „miejsce odpoczynku”). Wydaje się, że smutek i łatka hańby przyklejona do jego rodziny ogarnęły serce Manoacha tak szczelnym kokonem, że obietnica niemożliwego zamiast radości prowokuje niedowierzanie i rodzi pytania. Dopiero kolejna rozmowa z aniołem, bezdyskusyjny znak i zdroworozsądkowe wyjaśnienia żony przekonują przyszłego ojca, że Bóg naprawdę chce ich szczęścia, bo „gdyby Pan chciał nam śmierć zadać, nie przyjąłby z naszych rąk całopaleń ani ofiary pokarmowej, nie objawiłby nam tego wszystkiego ani nie pozwoliłby nam tego słyszeć” (Sdz 13, 23).

Przyglądam się dzisiaj temu tekstowi głęboko poruszony podobieństwem nieporadności Manoacha do pojawiających się we mnie pytań i tęsknot za spełnieniem Bożych obietnic, a jednocześnie podobną reakcją na Boże sygnały i próby wyrwania ze stanu bezowocnego uśpienia. I dziękuję z jeszcze większą gorliwością za Kościół, który tłumaczy mojemu ospałemu sercu pragnienia Ojca Niebieskiego. Niech nas dziś zaskoczy błogosławieństwo i towarzyszenie Ducha Bożego (por. Sdz 13, 24b–25) – przecież to On jest skałą, podporą i nadzieją (Ps 71).