Jezus powiedział do swoich uczniów: "Słyszeliście, że powiedziano: «Będziesz miłował swego bliźniego», a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski".

 

Miłować oznacza nie tylko powstrzymywać się od wyrządzania komuś krzywdy, ale także działać dla jego dobra. Jezus postawę miłowania rozszerza na nieprzyjaciół. Dla narodu izraelskiego miłowanie odnosiło się tylko i wyłącznie do „swoich”. Nieprzyjacielem zatem był np. wróg narodu izraelskiego, a względem niego, według słów Starego Testamentu, nie obowiązywało przykazanie miłości. W tym kontekście bardzo mocne były słowa Jezusa: „A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują”. Miłość, o której mówi Jezus, polega na konkretnej postawie aktywnej życzliwości wyrażonej w czynach, m.in. w modlitwie za prześladowców.  

Nie oszukujmy się. Nie jest łatwo miłować nieprzyjaciół. Jednak chcąc się wydoskonalać i wzrastać w cnocie miłości, trzeba i o to zawalczyć. Łatwo kochać tych, którzy nas kochają. Trudniej tych, którzy nas krzywdzą i sprawiają cierpienie. To miłowanie nieprzyjaciół musi być wolne od tzw. prawa odwetu, a nastawione na czynienie dobra. A to dobro można, a nawet czasem trzeba, czynić z pomocą różnych instytucji administracyjnych. 

Na zło trzeba reagować z miłością. Nieprzyjacielowi i krzywdzicielowi trzeba też z miłością pomóc, wskazując właściwą drogę postępowania.