Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw, a nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? Inaczej gdyby założył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy patrząc na to zaczęliby drwić z niego: "Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć". Albo który król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z drugim królem, nie usiądzie wpierw i nie rozważy, czy w dziesięć tysięcy ludzi może stawić czoło temu, który z dwudziestu tysiącami nadciąga przeciw niemu? Jeśli nie, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko, i prosi o warunki pokoju. Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem".

 

Tłum ma to do siebie, że poszczególne osoby w nim obecne reagują często jak sąsiedzi, nie zawsze pokazując swoje prawdziwe przekonania. Okazuje się, że można w ten sposób chodzić za Jezusem. Jednak On nie zadowala się taką połowiczną obecnością przy sobie. Pragnie, aby każdy, podążający za Nim, był świadomy, w którą stronę idzie i czy jest gotów do zaparcia się siebie, podporządkowania swoich więzów nawet tych rodzinnych, by zaangażować się na całość w sprawy Jezusa. Nikt i nic nie może z Nim konkurować.

To radykalne pójście za Chrystusem wiąże się również z gotowością podejmowania każdego dnia i niesienia swojego krzyża. To także domena prawdziwych uczniów Pana. Wszyscy, którzy od tego stronią, relację z Chrystusem traktują jako jedną z wielu, nie są w stanie w pełni naśladować Mistrza. Nie są gotowi do ofiary i wyrzeczenia, a tylko na takiej drodze poznaje się prawdziwy smak Jezusowej miłości, z której rodzi się misja zbawienia człowieka. Nie można zrozumieć Chrystusa ociężałym sercem.