Kiedy nadszedł czas uczty, posłał swego sługę, aby powiedział zaproszonym: "Przyjdźcie, bo już wszystko jest gotowe". Wtedy zaczęli się wszyscy jednomyślnie wymawiać. Pierwszy kazał mu powiedzieć: "Kupiłem pole, muszę wyjść, aby je obejrzeć; proszę cię, uważaj mnie za usprawiedliwionego". Drugi rzekł: "Kupiłem pięć par wołów i idę je wypróbować; proszę cię, uważaj mnie za usprawiedliwionego". Jeszcze inny rzekł: "Poślubiłem żonę i dlatego nie mogę przyjść". Sługa powrócił i oznajmił to swemu panu. Wtedy rozgniewany gospodarz nakazał słudze: "Wyjdź co prędzej na ulice i zaułki miasta i wprowadź tu ubogich, ułomnych, niewidomych i chromych". Sługa oznajmił: "Panie, stało się, jak rozkazałeś, a jeszcze jest miejsce". Na to pan rzekł do sługi: "Wyjdź na drogi i między opłotki i zmuszaj do wejścia, aby mój dom był zapełniony. Albowiem powiadani wam: Żaden z owych ludzi, którzy byli zaproszeni, nie skosztuje mojej uczty".

 

Zapalamy lampki na grobach, wymowny znak miłości. Miłość w Biblii często jest porównywana do gwałtowności i gorącości ognia: „Żar jej to żar ognia, płomień Pański” (Pnp 8,6). Uświadamiamy sobie, że miłość płomienna, światło poznania i prawdy, a nie ciemności są naszym przeznaczeniem. Pragniemy tego dla zmarłych, którzy, choćby w ostatniej chwili, zaufali Jezusowi ukrzyżowanemu i zmartwychwstałemu – Światłości Świata.

Wśród wielu wezwań św. Pawła wobec wierzących, którzy cieszą się darmową łaską usprawiedliwienia Bożego, jest i takie wezwanie: „Bądźcie płomiennego ducha” (Rz 12,11). Jest to wołanie pochodzące z rozpalonego serca apostoła, który przez wiele wcześniejszych słów Listu opowiada o dobroci Boga. Usprawiedliwienie Boże wobec grzeszników jest ogniem oczyszczającym, oświecającym i prowadzącym do pełni. Nie spala, ale rozpala do życia nowego. Dlatego konsekwencją Bożego działania jest wezwanie wobec wierzących: Bądź w swoim duchu ciągle palącym się ogniem, żywym dziękczynieniem, gorliwym, zabiegający o chwałę Boga we wszystkim. Bądź jakby wrzącym lampionem Ducha Świętego!

To jest nie tylko możliwe, ale jest naturalną i codzienną odpowiedzią człowieka. Czy współbiesiadnik, siedzący przy stole z Jezusem, nie tęskni za ucztą gdzieś już w zaświatach i myśli raczej o kimś innym niż o sobie (Łk 14,15-24)? Jezus sprowadza go na ziemię i przez przypowieść uświadamia jemu i nam, że oto uczta trwa; Bóg w historii wołał na ucztę królestwa naród wybrany, teraz daje swojego Syna i przez Niego wszystkie najlepsze potrawy, wszystko, co potrzebne, aby świat nie zginął z głodu, ale został zbawiony. Bóg będzie również wołał wszystkich ludzi w czasie Kościoła, aż do skończenia świata. Wielu ma jednak wymówki. Jesteśmy zgaszeni przez robienie biznesu, przez posiadanie, przez przyjemności. Uważamy, że taki pokarm wystarczy.

Człowiek zaś w głębokościach swojej duszy jest głodny, nienasycony. Nasyceni są natomiast ubodzy w duchu, którzy pozostawili jako „paliwo ducha” przyjemności, posiadanie, biznes, a przyjęli jako tworzywo życia i działania: drzewo krzyża, ofiarę serca, miłość Jezusa, a zamieniając je w radość z uczty zbawienia, stali się – w duchu swoim – płomienni.