Jezus przemierzał miasta i wsie, nauczając i odbywając swą podróż do Jerozolimy. Raz ktoś Go zapytał: «Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni?». On rzekł do nich: «Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie zdołają. Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas, stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: „Panie, otwórz nam!”, lecz On wam odpowie: „Nie wiem, skąd jesteście”. Wtedy zaczniecie mówić: „Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś”. Lecz On rzecze: „Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy, którzy dopuszczacie się niesprawiedliwości!” Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych. Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królestwie Bożym. Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są pierwsi, którzy będą ostatnimi».

 

W dzisiejszej Ewangelii Jezus otrzymuje od „kogoś” – od pewnego człowieka przypadkowo spotkanego po drodze – bardzo ważne pytanie: „Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni?”. W podtekście tego pytania kryło się zapewne przekonanie Izraelitów, że tylko im należy się zbawienie za wierne wypełnianie Prawa. Grzesznicy, poganie i niewierni z pewnością na nie nie zasługują. W pytaniu tym wybrzmiał także głęboko ukryty lęk, który trawi serce człowieka, żyjącego mentalnością religii, Prawa, czyli mentalnością zasługiwania na zbawienie przez swoje dobre uczynki, przez wierność Bogu: „Czy ja, zachowując Prawo Boże, znajdę się w gronie osób godnych zbawienia?”. Ten wewnętrzny stan człowieka dokładnie został opisany w Liście do Hebrajczyków, w którym autor określa diabła jako tego, który dzierżąc władzę nad śmiercią, trzyma nas w niewoli właśnie poprzez ów lęk przed śmiercią, przed wiecznym potępieniem (por.  Hbr 2, 14–15).

Odpowiedź Jezusa może nas zaskoczyć, a nawet zszokować. Z pewnością wywraca do góry wszelkie nasze wyobrażenia na temat „osiągnięcia zbawienia”. Jezus bowiem nie daje żadnej recepty czy kolejnej listy dobrych uczynków, jakie należy wypełnić, aby wejść do królestwa wiecznego. Mówi jedynie, że należy „napierać (walczyć, zmagać się), by wejść przez ciasną bramę (drzwi)” – jak można przełożyć dosłownie słowa Jezusa z greckiego oryginału Ewangelii. Co nam to przypomina? Jest to obraz dziecka, które podczas porodu z wielkim trudem i wysiłkiem przechodzi przez „wąską bramę” łona matki. Właśnie o tym mówił też Jezus w rozmowie z Nikodemem, kiedy tłumaczył mu, że aby posiąść królestwo Ojca, człowiek musi się narodzić na nowo z wody i z Ducha Świętego (por. J 3, 5). Tym, który zrodził nas do nowego życia, który przekazał nam życie Boże, jest sam Chrystus. Jego śmierć na krzyżu, Jego Pascha były momentem, w którym narodziliśmy się do życia w Bogu. Naszym zadaniem jest jedynie to przyjąć, odnaleźć się „w Chrystusie”, a nie „na zewnątrz Chrystusa”, obok Niego, jak to było w przypadku ludzi, którzy zaczęli pukać do drzwi gospodarza po ich zamknięciu. Wydawało się im, że znają gospodarza, bo jak mówi tekst grecki: „Jedliśmy i piliśmy przed Tobą (w obecności, przed obliczem, wobec, przy)! I nauczałeś na naszych ulicach”. Ludzie ci wszystko czynili przed Bogiem, dla Boga, wobec Boga, przeszli przez życie obok Boga, może nawet „trzymając Go za rękę”… Nie żyli jednak w Chrystusie, nie przyjęli darmowej łaski zbawienia, usprawiedliwienia, jakie On nam wyjednał u Ojca, dlatego Bóg Ojciec ich nie rozpoznaje, bo nie mają w sobie podobieństwa do Jego Jedynego Syna. To podobieństwo nabywa się poprzez narodziny z tego samego Ojca. Na tym właśnie polega bezprawie, niesprawiedliwość, której dopuszczają się owi pukający do bram gospodarza. Możliwość wejścia do domu gospodarza uzależniali oni od swoich dobrych uczynków, od swojej godności wybrania i życia w bliskości z Panem.

Komu ja zawdzięczam swoje zbawienie? Czy pozwalam Bogu Ojcu zrodzić mnie na nowo w Chrystusie?