Bezpośrednio i wymagająco

Piątek, XVIII Tydzień Zwykły, rok I, Mt 16,24-28

Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę? Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi, i wtedy odda każdemu według jego postępowania. Zaprawdę, powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w królestwie swoim».

 

 Nauczanie Jezusowe jest bezpośrednie i wymagające. On patrzy o wiele dalej, aniżeli człowiek dostrzec może. Mamy świadomość przemijania i kruchości swoich sił. Jest jednak i ta, trochę błędna myśl, która podpowiada nam: masz prawo do swojego życia.

   Czy ono rzeczywiście jest moje. Otrzymałem je w darze od rodziców. Jestem mieszkańcem większej społeczności, i nie mieszkając na bezludnej wyspie, muszę się liczyć z życiem innych ludzi. Biblia mówi mi, iż nawet wszystkie włosy na mojej głowie są policzone. Oczywiście w jakieś mierze mogę wpłynąć na jakość i długość swojego życia. Tu powraca kwestia piątego przykazania, które przede wszystkim czyni mnie wobec innych jak i też siebie bardziej bezpiecznym.

Przedstawione dywagacje sprzyjają pewnemu komfortowi codziennego życia. Lecz nie dają pewności trwania w pełnym komforcie życia na wieki.

  Co to znaczy tracić, by tak naprawdę zyskiwać? Wydaje się że całość odpowiedzi zawarta jest w naszym osobistym odniesieniu wobec Tego, który zaprasza mnie do swojego wiecznego królestwa.

Czy zatem moje myśli, słowa, marzenia, zamiary, prawa i tak dalej nacechowane są przekonaniem o wartości wieczności? Jak bardzo cenię sobie obecność Jezusa w swoim życiu?   

  Parę dni temu słuchałem świadectwa kobiety w średnim wieku. Żyła z mężem w drugim związku bez ślubu kościelnego. Po siedemnastu latach takiej relacji zdecydowali się na czystość małżeńską. Wybrali Jezusa przychodzącego do nich w sakramentach. Powiedziała mi ta kobieta: bardzo kocham swojego męża i jest nadal dla mnie atrakcyjnym mężczyzną, ale Jezus daje mi jeszcze więcej szczęścia. Tracąc tak po ludzku Ci małżonkowie zyskali możliwość żywego doświadczenia obecności Jezusa. Wspomniana osoba musiała podjąć trudną decyzję.

W jakiej rzeczywistości mojego życia muszę stracić swoją twarz dla tego świata, aby już teraz móc bardziej wpatrywać się w oblicze mojego Zbawcy?