Pan Bóg mnie obdarzył językiem wymownym, bym umiał pomóc strudzonemu krzepiącym słowem. Każdego rana pobudza me ucho, bym słuchał jak uczniowie. Pan Bóg otworzył mi ucho, a ja się nie oparłem ani się nie cofnąłem. Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym mi brodę. Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem. Pan Bóg mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obelgi, dlatego uczyniłem twarz moją jak głaz i wiem, że wstydu nie doznam.

 

Miłość, by zbawić świat, musi pokornie przyjąć bicie, poniżenie, zniewagi. I nie dlatego, że Miłość jest bezradna. Nie. Nieodpieranie ciosów w tym wypadku jest warunkiem wejścia na krzyż, by mnie uwolnić z wszechpanującej śmierci, szatana i piekła. Tylko bierność Miłości wobec morderców mogła uczynić grób pustym.