Bo trzeba zawsze mieć otwarte serce

Niedziela, XIV Tydzień Zwykły, rok B, Mt 11,25-30

 

 


Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie”.

 

„Miej serce i patrzaj w serce” – to słowa, które kończą balladę Adama Mickiewicza zatytułowaną: „Romantyczność”. Jakże aktualne pozostaje to zdanie, szczególnie we współczesnym świecie. Człowiek bez serca staje się maszyną, nie widzi drugiego człowieka, nie dostrzega Boga. Nie potrafi zobaczyć tego, co najważniejsze – miłości… Ale to nie wszystko. Nie wystarczy mieć serce, trzeba także spoglądać w nie! Przypominają mi się w tym miejscu słowa z książki pt.: „Mały Książę” Antoine'a de Saint-Exupéry'ego: „Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”. Tak, tylko sercem można dobrze patrzeć. Przez jego pryzmat można dostrzec to, co najważniejsze. 

Tekst ewangelii redakcji św. Mateusza mówi o modlitwie dziękczynnej Jezusa za tych wszystkich, którzy otwartym sercem przyjęli Jego osobę i naukę. Bóg nie ukaże się ludziom, którzy siebie uważają za wyrocznię świata – „…zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi…”. Takim ludziom wydaje się, że  posiedli już wiedzę nadludzką, są kimś najważniejszym. Nie tak sprawa wygląda u Boga. Osobę i naukę Boga trzeba przyjąć z prostotą (jak czyni to dziecko). W tym momencie nie liczy się czysta wiedza, nawet ta najwnikliwsza. W tym momencie liczy się tylko i wyłącznie otwarte serce! Bóg pragnie objawić się tym, którzy w Nim pokładają nadzieję i chcą przyjąć z pokorą Słowo Boże. To im właśnie Ojciec otworzy oczy na słowa Jezusa i z dziecięcą ufnością je przyjmą. 

Otwarta postawa, dziecięca szczerość, ufność, wdzięczność – to postawy, które Jezus pochwala. Zdaję sobie sprawę, że trudno jest czasem kierować się w życiu takimi cechami wobec drugiego człowieka. Z bólem widzimy, jak czasem ufność zostaje wykorzystana w  bezczelny sposób. Ofiarami tych „złodziei ufności” są już nie tylko ludzi starsi, ale potencjalnie każdy człowiek. Kiedy raz człowiek sparzy się ufając komuś, potem trudno mu na nowo zaufać. 

Jednak trzeba pamiętać, że w tym przypadku chodzi o zaufanie nie byle komu, ale samemu Panu Bogu. On nigdy nikogo nie naciągnął, ani nie oszukał. Nikt na Nim się nie zawiódł. Jemu można i trzeba zaufać. Przed Nim należy otwierać zawsze swoje serce. Człowiek może zawieść i pewnie dość często zawodzi. Bóg nie zawiedzie!

Jeżeli Jezus zapewnia o miłości Ojca do każdego człowieka, to tak jest, bo On zna Ojca. Tylko Jezus może ludziom objawić Ojca i Jego niepojętą miłość. Serce Boga jest przepojone miłością do człowieka. Ono płonie z miłości ku niemu. 

Żyjąca w XVII w. św. Małgorzata Maria Alacoque, francuska wizytka i mistyczka, została wybrana przez Pana Boga, aby przypomnieć światu o Jego miłości względem niego. Podczas objawień widziała Serce Boga, z którego niczym płomienie ognia rozlewają się łaski: „Oto Serce, które tak bardzo umiłowało ludzi, że niczego nie szczędziło, aż do wyczerpania i wyniszczenia się, by im dać dowody swej miłości. A w zamian od większości ludzi doznaję tylko niewdzięczności przez nieuszanowania i świętokradztwa, przez oziębłość i pogardę, z jaką się odnoszą do Mnie w tym Sakramencie miłości” (por. „Pamiętnik duchowy św. Małgorzaty Marii Alacoque”, s. 93).

Jezus pragnie przygarnąć do swego Serca wszystkich, którzy są utrudzeni i obciążeni. On da siłę i da moc do pokonywania owych trudności. On da pokrzepienie. Jemu trzeba zaufać!

Na koniec przywołam słowa św. Urszuli Ledóchowskiej, która tak przed laty komentowała słowa powyższej modlitwy Jezusa: „Posłuchajmy z zachwytem tych cudownych słów Chrystusa, dziękującego Ojcu swemu, iż te rzeczy - to jest wiarę, zrozumienie tego, co Boże, nadprzyrodzone - ukrył przed mądrymi i pysznymi tego świata i objawił maluczkim, pokornym. Jaka to zachęta do pokory, do tego najpiękniejszego ze wszystkich pragnień: być malutką, bardzo malutką, by Bogu zostawić chwałę, wielkość, panowanie. Przez te słowa uczy Chrystus nas, że kto chce otrzymać łaskę wiary - bo pamiętajmy, że wiara to łaska wlana w serca nasze dla zasług Jezusa Chrystusa i my jej sobie dać nie możemy, ale tylko Bóg nam ją daje - ten musi być maleńkim, bardzo maleńkim we własnym mniemaniu” (zob. M. Rosik, Duszpasterski komentarz do Nowego testamentu. Ewangelia wg św. Mateusza, Tarnów 2009, s. 157).