Udając się do Jerozolimy, Jezus wziął osobno Dwunastu i w drodze rzekł do nich: "Oto idziemy do Jerozolimy: a tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą Go poganom, aby został wyszydzony, ubiczowany i ukrzyżowany; a trzeciego dnia zmartwychwstanie". Wtedy podeszła do Niego matka synów Zebedeusza ze swoimi synami i oddawszy Mu pokłon, o coś Go prosiła. On ją zapytał: "Czego pragniesz?" Rzekła Mu: "Powiedz, żeby ci dwaj moi synowie zasiedli w Twoim królestwie jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie". Odpowiadając zaś, Jezus rzekł: "Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić?" Odpowiedzieli Mu: "Możemy". On rzekł do nich: "Kielich mój wprawdzie pić będziecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej i lewej, ale dostanie się ono tym, dla których mój Ojciec je przygotował". Gdy usłyszało to dziesięciu pozostałych, oburzyli się na tych dwóch braci. Lecz Jezus przywołał ich do siebie i rzekł: "Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszy między wami, niech będzie niewolnikiem waszym, tak jak Syn Człowieczy, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie jako okup za wielu".

 

Bóg moim sługą... Szok! Kto pojmie tę prawdę? Mamy Boga, który nam służy! "(...) Syn Człowieczy, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie jako okup za wielu". Taki jest nasz Bóg. Pragnie być wielkim, wielkim, wielkim... największym sługą człowieka. Bo jest Miłością i nie ma, nie było, i nie będzie większej.

Przychodzi do głowy tekst jednej z moich ulubionych pieśni: "Chcę, ja chcę być taki jak Ty... jak każdy syn, czy córka, chcę być taki sam jak mój ojciec... Panie, spraw, bym był jak TY, Ojcze spraw, bym był jak TY, Tato spraw, bym był jak TY. Chcę być taki sam jak TY!". Tylko czy to wszystko jest prawdą... Czy ja chcę zrezygnować z siebie i być sługą? Czy nie liczę jednak na to, że ktoś usłuży mnie?

Trudna Twa mowa, Panie. Na tyle trudna, że jeśli TY mnie takim nie uczynisz, to ja sam nie jestem w stanie nawet prosić o to. Uczciwie prosić o rezygnację z samego siebie na rzecz każdego innego człowieka można wyłącznie poprzez działanie w nas Ducha Św. Ten sam Duch, który spoczął nad Synem Człowieczym, został nam dany, by czynić właśnie takie cuda w naszym życiu. Święty Boży Duch jest nad nami. Spoczywa nad nami i nieustannie napełnia nas swoim natchnieniem, szepcząc: "Spójrz, co dokonało się przez służbę Boga ludziom – szatan pokonany, śmierć pokonana, ludzkość wykupiona od potępienia. Nie inaczej jak tylko przez Miłość, która przybrała formę pokory i służby." Zatem może jednak zaryzykujmy i prośmy Ducha Św., by raz jeszcze z mocą spoczął na nas i czynił dzieło służby i pokory w nas.