Tak mówi Pan Bóg: «Oto wybieram Izraelitów spośród ludów, do których pociągnęli, i zbieram ich ze wszystkich stron, i prowadzę ich do ich kraju. I uczynię ich jednym ludem w kraju, na górach Izraela, i jeden król będzie nimi wszystkimi rządził, i już nie będą tworzyć dwóch narodów, i już nie będą podzieleni na dwa królestwa. I już nie będą się kalać swymi bożkami i wstrętnymi kultami, i wszelkimi odstępstwami. Uwolnię ich od wszystkich wiarołomstw, którymi zgrzeszyli, oczyszczę ich i będą moim ludem, Ja zaś będę ich Bogiem. Sługa mój, Dawid, będzie królem nad nimi, i wszyscy oni będą mieć jedynego Pasterza, i żyć będą według moich praw, i moje przykazania zachowywać będą i wypełniać. Będą mieszkali w kraju, który dałem słudze mojemu, Jakubowi, w którym mieszkali wasi przodkowie. Zamieszkają w nim oni i synowie, i wnuki ich na zawsze, a mój sługa, Dawid, będzie na zawsze ich władcą. I zawrę z nimi przymierze pokoju: będzie to wiekuiste przymierze z nimi. Osadzę ich i rozmnożę, a mój przybytek pośród nich umieszczę na stałe. Mieszkanie moje będzie pośród nich, i Ja będę ich Bogiem, a oni będą moim ludem. Ludy zaś pogańskie poznają, że Ja jestem Pan, który uświęca Izraela, gdy mój przybytek będzie wśród nich na zawsze».

 

Takie proroctwo dla ludzi, którzy żyją w niewoli setki kilometrów od domu, a mają w pamięci, że obecna sytuacja jest konsekwencją ich wcześniejszych bratobójczych wojen i większego zaangażowania sił i środków w udowodnienie swoich racji, zaciekłości w obronie swojego stanowiska i ewidentnego braku miłosierdzia wobec bliźnich, którzy mieszkali w innych regionach ziemi nazywanej „świętą”, wydaje się być jedną z obietnic, o których powiemy „miód na serce”. Oczywiście historia Ezechiela i jego prorokowania mogła też u wielu wywołać zgoła inną reakcję – daleko posuniętą ostrożność i pokusę wrzucenia tych słów do szuflady opisanej jako „niemożliwe do realizacji/utopia”.

Tymczasem Bóg nie rzuca słów na wiatr – nigdy! Nawet jeśli wieje wiatr Ducha Świętego, to tym bardziej odsłania Prawdę, której można ufać i którą bez względu na nasz punkt widzenia można trzymać za słowo. Dlatego dzisiejsze słowo o dwóch kosturach złączonych wreszcie w jedną laskę pomocną przy stawianiu kolejnych kroków podczas długiej drogi (por. Ez 37,15-20) i obietnica jedności we mnie wywołuje pragnienie modlitwy o zjednoczenie poszarpanego grzechem Ciała Chrystusa i otwarcie oczu na bezsprzeczne zaangażowanie Ojca Niebieskiego, „aby byli jedno (…), aby świat uwierzył (…)” (J 17,21).

Zatem – niech miłość, która prowadzi do jedności, zwycięży w nas wszystko, co podzielone, egoistyczne i fałszywe… Amen!