Jezus powiedział do Nikodema: «Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto źle czyni, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby jego uczynki nie zostały ujawnione. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki zostały dokonane w Bogu».

 

W dzisiejszym fragmencie Ewangelii według św. Jana z ust Jezusa pada zdanie, które streszcza całą Biblię i wyraża w pełni całą historię zbawienia zainicjowaną przez Boga: „Tak bardzo bowiem Bóg umiłował świat, że dał swojego jednorodzonego Syna, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, lecz miał życie wieczne”. Często można usłyszeć opinię egzegetów, że gdyby z jakiegoś powodu zginęły wszystkie egzemplarze Pisma Świętego, ale zachowało się z niego tylko to jedno zdanie, na jego podstawie wiedzielibyśmy o Bogu wszystko. Przypatrzmy się zatem, co tak naprawdę ono w sobie kryje.

Po pierwsze dowiadujemy się z niego, że Bóg bardzo umiłował świat. „Świat” oznacza tu człowieka i całe istniejące na świecie stworzenie, które wyszło z rąk Boga, bo wszystko, co On stworzył, „było dobre”, czyli piękne. Całe stworzenie zostało też odkupione i na końcu czasów powróci do Bożego królestwa.

Po drugie Bóg umiłował ten świat „bardzo”…, ale jak bardzo? Jezus wyjaśnia, że ta miłość do świata wyraziła się w sposób wręcz szalony. Chcąc okazać światu swoją miłość, Bóg nie tyle zasypał go jakimiś zewnętrznymi darami, co dał mu swojego jednorodzonego Syna, a więc siebie samego. Nie dał czegoś lub kogoś innego, jak miało to miejsce w Starym Testamencie, kiedy posyłał do świata proroków. Ostatecznie wydał samego siebie w Osobie Syna Bożego. Zrobił to po to, aby świat miał życie wieczne. Czym to życie jest?

Jezus utożsamia je ze zbawieniem. Zbawienie zaś to nic innego, jak udział w życiu Bożym, dostęp do życia, jakie tętni wewnątrz Trójcy Świętej! O własnych siłach ludzie nie byliby w stanie tego osiągnąć, tego zdobyć, tego doświadczyć. Przez wcielenie, przez przyjęcie naszej ludzkiej natury i ubóstwienie jej, Jezus dał nam udział w życiu samego Boga.

Jezus wyrywa nas przez to słowo ze sposobu myślenia o Bogu, w jakim najczęściej jesteśmy zanurzeni. Często bowiem postrzegamy Go jako Tego, który wymaga od nas moralnej doskonałości i niemalże ciągle kontroluje nas, czy pozostajemy jej wierni, czy się jej sprzeniewierzamy. Tymczasem Bóg najpierw obdarza nas zbawieniem, a więc w swojej miłości wprowadza nas w swoje życie. Nasze dobre czyny są jego owocem, a więc są „dokonane w Bogu”, a więc mocą Jego łaski, mocą Jego miłości, jaką nas umiłował. Jeżeli bowiem człowiek doświadczy na sobie tak szalonej, niczym niezasłużonej miłości Boga nie może pozostać na nią głuchy, ale zaczyna kochać świat tą samą miłością Boga, a więc miłością zbawiającą, a nie osądzającą. Bóg bowiem nikogo nie potępia. To sam człowiek dokonuje sądu nad sobą, kiedy tę darmową miłość Boga przyjmuje lub ją odrzuca. Uwierzyć bowiem w miłość Boga objawioną w Jezusie Chrystusie oznacza uwierzyć, że Bóg ukochał nas, gdyśmy jeszcze byli grzesznikami, gdyśmy nie byli w stanie na nią zasłużyć. Na miłość Boga nie da się bowiem zasłużyć moralną doskonałością. Ją można jedynie przyjąć z wiarą, sercem dziecka…