Gdy Jezus przechodził, ruszyli za Nim dwaj niewidomi, którzy wołali głośno: «Ulituj się nad nami, Synu Dawida!». Gdy wszedł do domu, niewidomi przystąpili do Niego, a Jezus ich zapytał: «Wierzycie, że mogę to uczynić?». Oni odpowiedzieli Mu: «Tak, Panie!». Wtedy dotknął ich oczu, mówiąc: «Według wiary waszej niech wam się stanie». I otworzyły się ich oczy, a Jezus surowo im przykazał: «Uważajcie, niech się nikt o tym nie dowie!». Oni jednak, skoro tylko wyszli, roznieśli wieść o Nim po całej tamtejszej okolicy.

 

Każdy cud, a zwłaszcza uzdrowienia jest znakiem Bożej interwencji i Bożej łaski, ale też i wiary osoby, która o cud prosi. Ci dwaj niewidomi wołali do Jezusa, błagali o litość. Jak głęboki musiał być ten ich krzyk, jak wielkie cierpienie, jak wielka ciemność wokół nich, przecież nic nie widzieli... I teraz, kiedy Jezus przechodzi, Światłość zrodzona ze Światłości, rodzi się nadzieja, że ciemność przeminie, że otworzą się im oczy i ujrzą Światłość. Oni odważyli się wołać, prosić i się nie zawiedli. Jezus słyszy ich wołanie, zna też ich serca i myśli. Zapewne bardzo poruszone jest Jego pełne miłości i miłosierdzia serce, serce, które lituje się nad każdym człowiekiem, które pragnie przebaczać i uzdrawiać.

Jednakże Jezus nie działa mechanicznie, nie nadużywa swojej władzy. Pełen pokoju, pyta jedynie o wiarę: „Wierzycie, że mogę to uczynić?”. Jezus oczekuje odpowiedzi, oczekuje tego „TAK, PANIE!”. Oczekuje współpracy człowieka, jego zaangażowania, jego wiary, bo to wiara czyni cuda. Oczekuje zaufania i zawierzenia, bo wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy. To wiara „przyciąga” Jezusa, który tak bardzo pragnie dotknąć naszych oczu, oświecić nas swoim światłem, abyśmy przejrzeli i rozpoznali w Nim Zbawiciela świata, Syna Bożego i roznosili o Nim wieść tam, dokąd nas pośle... Tak Panie, wierzę Ci i ufam Tobie.