Jezus powiedział do swoich uczniów: «Skoro ujrzycie Jeruzalem otoczone przez wojska, wtedy wiedzcie, że jego spustoszenie jest bliskie. Wtedy ci, którzy będą w Judei, niech uciekają w góry; ci, którzy są w mieście, niech z niego uchodzą, a ci, co po wsiach, niech do niego nie wchodzą. Będzie to bowiem czas pomsty, aby spełniło się wszystko, co jest napisane. Biada brzemiennym i karmiącym w owe dni! Nastanie bowiem wielki ucisk na ziemi i gniew na ten naród: jedni polegną od miecza, a drugich zapędzą w niewolę między wszystkie narody. A Jeruzalem będzie deptane przez pogan, aż czasy pogan się wypełnią. Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec huku morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, nadchodzącego w obłoku z mocą i wielką chwałą. A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie».

 

Na pierwszy rzut oka w dzisiejszej Ewangelii Jezus mówi do swych uczniów przerażające rzeczy. Zapowiada im dramatyczny przebieg tego, co w nieznanej przyszłości stanie się ze świątynią – miejscem przebywania Boga Jahwe, ze Świętym Miastem – Jerozolimą, z niebem i ziemią, a nawet to, jaką dramatyczną postać przybiorą międzyludzkie relacje i stosunki społeczne między narodami, kiedy to wszyscy obrócą się przeciw sobie we wzajemnej wrogości. Słowa te często napawają nas lękiem i grozą, ale przecież także one są Dobrą Nowiną! Jak to możliwe?

Chrystus mówi, że te tragiczne wydarzenia posłużą do tego, „aby spełniło się wszystko, co jest napisane”. A co tak naprawdę jest centralnym słowem Biblii?: „Oto wszystko czynię nowe” (Ap 21, 5). Gdy Bóg nawiedza człowieka, wszystko czyni nowym: jego samego, otaczający go świat, niebo i ziemię. Wszystko w człowieku i w świecie zmierza do odnowienia w Chrystusie, do wypełnienia się Chrystusem. Aby to jednak mogło się stać, musi odejść, ulec zniszczeniu to, co stare, co przemijające, niedoskonałe, nietrwałe. A ponieważ Bóg działa na sposób paschalny, także te wydarzenia muszą być naznaczone paschą, umieraniem we wszystkich wymiarach. Dla chrześcijan jednak każda pascha oznacza zmartwychwstanie, ostateczne zwycięstwo Boga nad śmiercią, dlatego mają oni „nabrać ducha i podnieść głowy, gdyż wtedy właśnie będzie zbliżać się ich odkupienie”. W oryginale greckim tej Ewangelii jest mowa, że chrześcijanie mają „się wtedy wyprostować”, czyli przyjąć postawę zwycięzców, ludzi zbawionych, pozbawionych lęku o swój los. Oto Dobra Nowina!

Medytując te pozornie dramatyczne Ewangelie kończące rok liturgiczny, zapytajmy się, ile jest w nas jeszcze lęku, który odsłania naszą niewiarę, nasz brak dziecięcego zawierzenia Bogu Ojcu. „W miłości bowiem nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk, ponieważ lęk kojarzy się z karą. Ten zaś, kto się lęka, nie wydoskonalił się w miłości” (1 J 4, 18).