Bracia, przyszedłszy do was, nie przybyłem, aby błyszcząc słowem i mądrością, głosić wam świadectwo Boże. Postanowiłem bowiem, będąc wśród was, nie znać niczego więcej, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego. I stanąłem przed wami w słabości i w bojaźni, i z wielkim drżeniem. A mowa moja i moje głoszenie nauki nie miały nic z uwodzących przekonywaniem słów mądrości, lecz były ukazywaniem ducha i mocy, aby wiara wasza opierała się nie na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej.

 

Paweł wobec swoich odbiorców w Koryncie widzi, że w ewangelizacji nie jest najważniejsza przemyślana strategia działania. Ludzkie mądrości niekoniecznie muszą doprowadzić słuchaczy do wiary. Nie o ludzką mądrość chodzi, ale o Boże działanie. O to, że Pan Bóg chce działać przez tego, który głosi Ewangelię, ale najpierw chce też działać w ewangelizatorze. Dotarcie do serca z Dobrą Nowiną o Jezusie, który umarł i zmartwychwstał – to jest Boże działanie. Mocą Bożą ma się to dokonać. Ukazywanie ducha i mocy Bożej w ludzkiej słabości i przez ludzką słabość. 

Pozwolić Bogu działać, nawet wtedy, gdy się wydaje, że nasze działanie jest marne, nic niewarte. Ukazywać Bożą moc, a nie swoją. To jest sposób Boży, a nie ludzki. To nie znaczy odpuścić sobie profesjonalizm, ale zawsze liczyć na Boga, a nie na siebie.