Pan przemówił do Achaza tymi słowami: „Proś dla siebie o znak od Pana, Boga twego, czy to głęboko w Otchłani, czy to wysoko w górze”. Lecz Achaz odpowiedział: „Nie będę prosił i nie będę wystawiał Pana na próbę”. Wtedy rzekł Izajasz: „Słuchajcie więc, domu Dawidowy: Czyż mało wam naprzykrzać się ludziom, iż naprzykrzacie się także mojemu Bogu? Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi syna, i nazwie go imieniem Emmanuel, albowiem Bóg z nami”.

 

Achaz – król Judy, który stanął przed wielkim wyzwaniem. Oto jako młody człowiek (miał dwadzieścia lat gdy obejmował tron) musiał bronić swego królestwa przed wrogimi władcami, którzy sprzymierzyli się przeciw niemu. W tym trudnym doświadczeniu mógł po prostu zawierzyć Bogu – Temu, który obiecał błogosławić swojemu ludowi. Mógł nawet poprosić o jakiś znak od Boga, który uwiarygodniłby Boże obietnice.

Achaz jednak tego nie zrobił. Nie był w stanie zawierzyć Bogu. W fałszywej pobożności odpowiedział prorokowi: „Nie będę prosił i nie będę wystawiał Pana na próbę”. No tak – gdyby Bóg dał znak, głupio by było Mu nie zawierzyć. Achaz polegał na samym sobie. Udał się po pomoc do kogoś innego – kogoś, kto w końcu uczynił go swoim niewolnikiem. Doprowadził do ruiny swoje królestwo (politycznie i religijnie) oraz samego siebie, ponieważ jako poddany pogańskich królów, musiał czcić ich bóstwa – aż do złożenia w ofierze własnego syna włącznie.

Jakże często jestem podobny do króla Achaza! Gdy życie się wali, sam próbuję się ratować – najczęściej wtedy przegrywam. Nie może być inaczej, skoro odrzucam Bożą pomoc. Na szczęście Bóg nie odrzuca nas. „Emmanuel, albowiem Bóg z nami” – zawsze, bez względu na to, czy Go przyjmujemy, czy nie. Boże, dobrze, że jesteś!