Bo przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, oblegną cię i ścisną zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą i nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia.

 

Jezus, kiedy zbliżał się do Jerozolimy, był pewny, że nastąpi jej upadek. Czy wiedział o tym tylko ze swej Boskiej mądrości? Być może, ale tego nie jesteśmy w stanie dowieść. Natomiast wiemy z przekazu Ewangelii, że Jezus był świetnym obserwatorem. I choć nie czytał gazet, ani nie śledził portali internetowych, potrafił ocenić życie społeczne. Zresztą Jezus nie był ostatnim, który oceniając rzeczywistość, przewidział pewne wydarzenia.

Nauczyciel z Nazaretu znał słabości ludzkiego serca, bo sam je przeżywał. Radził sobie jednak z nimi. Ludzie Jemu współcześni nie znajdowali niestety dość woli, by oddać się w „posiadanie” Boga. Więc oddawali się temu, co wygodne. A społeczeństwo, które hołduje własnej pysze, do pokoju dążyć nie potrafi. Mieszkańcy Jerozolimy pełni podziałów, nie odparli ataku wroga i doprowadzili do upadku Świętego Miasta.

Jezus przyszedł ocalić Jerozolimę. Nie ocalił jej w sensie materialnym, ale odebrał jej miano miejsca, w którym mieszka Bóg. Sam stał się mieszkaniem Najwyższego. A po śmierci zostawił nam obecność Bożą w Eucharystii, która jest źródłem pokoju. Oby nie brakło nam czasu na karmienie się pokojem obecnym w Komunii św.