Jezus powiedział do swoich uczniów: «Słyszeliście, że powiedziano: „Będziesz miłował swego bliźniego”, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski».

 

„Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują”.

Oj, w życiu niełatwo mi było przyjąć to właśnie zdanie w spokoju ducha. Lata pracy nad sobą, nad naszym małżeństwem w Ruchu Equipes Notre-Dame zmieniły moje spojrzenie na doznawane przykrości. Odbieram je jako momenty, gdy mogę ćwiczyć własną pokorę, a swoje emocje trzymać na odpowiednim poziomie. Stworzony świat jest zbyt piękny, by niszczyć relacje po to, by mieć rację.

Umiejętność budowania relacji –  to zadanie nigdy nie ma końca. Jak je wykonamy, zależy od pracy wewnętrznej, od modlitwy, która staje się nawykiem, pragnieniem spotkania z PANEM.