Bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, poślę Go do was. On zaś, gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie. O grzechu - bo nie wierzą we Mnie; o sprawiedliwości zaś - bo idę do Ojca i już Mnie nie ujrzycie; wreszcie o sądzie - bo władca tego świata został osądzony.

 

Czy rozstanie może być doświadczeniem budującym? Z pewnością w pierwszym momencie każde rozstanie jest trudnym doświadczeniem. Jeden z członków rodziny wyjeżdża za granicę w celach zarobkowych – trzeba się rozstać na jakiś czas, opuścić miejsce, w którym się żyje, może rodzinę, dzieci… Rozstanie wynikające z wyjazdu na studia. Młody człowiek opuszcza dotychczasowe środowisko, aby zdobywać mądrość. Smutne rozstanie, szczególnie dla rodziców. Przykłady można by mnożyć i mnożyć… A jak to rozstanie wpływa na relacje międzyludzkie? Jeżeli pomiędzy osobami rozstającymi się są szczere więzy miłości, rozstanie może okazać się budujące! Spotęguje miłość, która jest pomiędzy nimi.

Jezus w Ewangelii również mówi o rozstaniu. Powraca do Ojca. Nie umiera, lecz idzie. Cała wypowiedź Chrystusa poprzedza wydarzenia, które już niebawem dokonają się na Kalwarii. Chce On uzmysłowić uczniom, że Jego czas się wypełnia. Wszystkie wydarzenia z publicznej działalności Jezusa miały pomóc uczniom w zrozumieniu Jego misji – przynieść światu zbawienie. 

Uczniowie jednak nie do końca rozumieją słowa, które kieruje do nich Mesjasz. Milczą. Może dlatego, że boją się Go zapytać. Słowa o odejściu wprowadzają w serca uczniów smutek. Jest to uczucie bardzo ludzkie. Ktoś, kogo bardzo kochają, obwieszcza, że musi ich pozostawić. Gdybyśmy oczami duszy weszli w tamtych uczniów to zapewne sami odczulibyśmy smutek. Jednak Jezus zapewnia: „Pożyteczne jest dla was moje odejście…”. Musi On odejść, aby otworzyć drzwi Duchowi Świętemu. To Duch Święty sprawi, że najpierw apostołowie i uczniowie (a potem każdy człowiek) narodzi się dla nieba. Stanie się siłą ożywiającą w różnych „martwicach” świata.  Duch Święty uświadomi „światu” grzech, którego jest ofiarą: nieprzyjęcie Syna. Duch Święty da do zrozumienia, że Jezus ma rację. W końcu Duch Święty da do zrozumienia sąd Boży, który potępia grzech i zbawia grzesznika. Duch Prawdy doprowadzi człowieka do całej prawdy. 

Duch Święty jest w każdym człowieku. Trzeba jednak pozwolić Mu na działanie. Otworzyć się na promienie Jego łaski. On pozwala nam naprawdę uwierzyć w Jezusa i Jezusowi. Potwierdzi to św. Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian: „Nikt też nie może powiedzieć bez pomocy Ducha Świętego: «Panem jest Jezus»” (1 Kor 12, 3b).

Wielu współczesnych ludzi boryka się z problemem żywej wiary. Z jednej strony niby fizycznie są w kościele, jednak serce pyta się o Boga. Więcej: serce szuka Boga! Spotkałem kiedyś pewną osobę, która ze smutkiem stwierdziła: „Proszę księdza, ja nie wiem, czy ja jeszcze wierzę… Kiedy teraz z perspektywy lat spoglądam na moją wiarę, to wydaje mi się, że jest ona bardzo letnia albo w ogóle jej nie ma… Chyba nie ma dla mnie ratunku…”. „Jest!” – odpowiedziałem. „Otwórz się na działanie Ducha Świętego. Pozwól mu zrobić „rebelię” w sercu. Niech On działa. Niech On wyrzuci złego ducha wątpliwości, a napełni Twoje serce radością! Zanurz się w skarbie Kościoła, jakim są sakramenty! Karm się żywym Bogiem w Eucharystii i Jego słowem zapisanym na kartach Pisma Świętego”. 

Jezus Chrystus pozostawił nam swojego Ducha, który jest niepojętą Miłością. Tę miłość człowiek musi każdego dnia odkrywać i przyjmować do swego serca. 

Serca uczniów były wypełnione smutkiem kiedy Jezus oświadczył im o swoim odejściu. Może i niejedno serce dzisiejszego człowieka jest również wypełnione smutkiem z powodu braku Boga. Jednak On nie pozostawił nas samych. Nie jesteśmy sierotami. 

W Katechizmie Kościoła Katolickiego dla Młodych odnajdziemy słowa, które z pewnością mogą pomóc człowiekowi w odkryciu działania Ducha Świętego w codziennym życiu: „«Cichy Gość naszej duszy» - tak nazywa Ducha Świętego św. Augustyn. Kto chce Go poczuć, musi się wyciszyć. Często Duch mówi w nas i rozmawia z nami bardzo cicho, choćby głosem naszego sumienia lub też poprzez inne wewnętrzne i zewnętrzne impulsy. Być „świątynią Ducha Świętego" oznacza: być całym sercem i duszą dla tego Gościa, dla Boga w nas. Nasze ciało jest więc w pewnej mierze mieszkaniem Bożym. Im bardziej otwieramy się na Ducha Świętego w nas, tym bardziej staje się On nauczycielem naszego życia, tym bardziej obdarza nas również dzisiaj swoimi charyzmatami ku zbudowaniu Kościoła. W ten sposób zamiast uczynków ciała rodzą się w nas owoce” (YOUCAT, 120).

 

W każdy wtorek o 13:00 audycja >>Historia i Wiara<< w Radio Profeto. Zapraszamy!