Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam. Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: Boże, miej litość dla mnie, grzesznika. Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony.


Prawdziwa modlitwa jest relacją, w której człowiek staje przed Bogiem ze świadomością, kim on sam jest i Kim jest Ten, do Którego się zwraca. To przeświadczenie pozwala zachować w sobie pokorę, bez której nie może być mowy o autentycznej modlitwie. Bez niej może  się ona stać jakimś rodzajem samouwielbienia, co nie pozostaje bez znaczenia w utwierdzaniu w sobie przekonania o samowystarczalności.

A przecież spoglądamy w stronę Boga, bo zdajemy sobie sprawę z naszej kruchości, słabości i ograniczoności. Potrzebujemy zakotwiczyć się w Tym, Który jest większy od nas. Potrzebujemy Jego „Ja Jestem”, aby w życiu po prostu „być bardziej”. Tylko prawda o sobie pozwala zrealizować tę konieczną potrzebę życia.

Cóż więc pozostaje? Pokora i troska o jej podtrzymywanie w sobie! Przykład celnika z dzisiejszej ewangelii może nam w tym względzie pomagać.