Jezus powiedział do swoich uczniów: «Kto wam poda kubek wody do picia, dlatego że należycie do Chrystusa, zaprawdę, powiadam wam, nie utraci swojej nagrody. A kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu lepiej byłoby kamień młyński uwiązać u szyi i wrzucić go w morze. Jeśli zatem twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony. I jeśli twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie chromym wejść do życia, niż z dwiema nogami być wrzuconym do piekła. Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła, gdzie robak ich nie ginie i ogień nie gaśnie. Bo każdy ogniem będzie posolony. Dobra jest sól; lecz jeśli sól smak swój utraci, czymże ją przyprawicie? Miejcie sól w sobie i zachowujcie pokój między sobą».

 

Jeśli sól utraci swój smak, czym ją przywrócicie? Te słowa Chrystusa zawsze mi przypominają, że muszę o siebie dbać. Niekoniecznie odcinać nogi i ręce czy wyłupywać oczy, ale być nieustannie czujnym. Oddzielać prawdę od kłamstwa, dobro od zła, światło od ciemności. Uczyć się, studiować, poznawać. Czujnie przyglądać się temu, co robię i co myślę. Nie oddalać się od Źródła. Trwać w obecności Pana, od Niego czerpać. To na początek. I modlić się gorąco, by żadne moje słowo czy zachowanie nie stało się nigdy przyczyną zgorszenia, czyli uczynienia tego świata gorszym. Bo wtedy biada mi. Więc modlę się dzisiaj o pokój serca i o to, żeby być zawsze posolonym. Ani za dużo, ani za mało. Na tyle, na ile mogę. Wpatrując się w Niego. Należeć do Niego.