W tym czasie uczniowie przystąpili do Jezusa z zapytaniem: «Kto właściwie jest największy w królestwie niebieskim?». On przywołał dziecko, postawił je przed nimi i rzekł: «Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim. I kto by przyjął jedno takie dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje. Strzeżcie się, żebyście nie gardzili żadnym z tych małych; albowiem powiadam wam: Aniołowie ich w niebie wpatrują się zawsze w oblicze Ojca mojego, który jest w niebie».

 

Tyle wysiłku wkładam, by być największym, by mieć znaczenie, by cieszyć się szacunkiem. Rozpaczliwie szukam mojej „wielkości” w oczach ludzi, którzy mnie otaczają, nasłuchuję jej w ludzkich opiniach. A Jezus mówi mi dziś: bądź jak dziecko – w świecie starożytnym, po ludzku niemającym żadnego znaczenia... W oczach Bożych to właśnie ludzie-dzieci mają wartość: aniołowie ich w niebie wpatrują się zawsze w oblicze Ojca.

Przedziwny obraz: aniołowie wpatrujący się w oblicze Boga. Niektórzy widzą w tych słowach element nauki o aniołach stróżach. Tymczasem większość egzegetów sądzi, że słowa Jezusa podkreślają przede wszystkim wagę „tych małych”:  

– są oni reprezentowani przed Bogiem przez aniołów

– aniołowie ci wpatrują się w oblicze Boga – to znaczy dokonują tego, co przekracza możliwości zwykłego człowieka: widzieć oblicze Boga i pozostać przy życiu (por. Rdz 32,31) 

– wpatrywanie się w oblicze Boga oznacza bliskość, intymność relacji, bezpośrednią komunikację, w której aniołowie powierzają Bogu sprawy ludzi

– wreszcie komunikacja ta odbywa się stale: wpatrują się ZAWSZE w oblicze Ojca...

Czemu więc uparcie wciąż chcę być wielki według czysto ludzkich standardów...?