Tłumy zdumiewały się widząc, że niemi mówią, ułomni są zdrowi, chromi chodzą, niewidomi widzą. I wielbiły Boga Izraela. Lecz Jezus przywołał swoich uczniów i rzekł: „Żal Mi tego tłumu. Już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść. Nie chcę ich puścić zgłodniałych, żeby kto nie zasłabł w drodze”. Na to rzekli Mu uczniowie: „Skąd tu na pustkowiu weźmiemy tyle chleba, żeby nakarmić takie mnóstwo?” Jezus zapytał ich: „Ile macie chlebów?” Odpowiedzieli: „Siedem i parę rybek”. Polecił ludowi usiąść na ziemi; wziął te siedem chlebów i ryby, i odmówiwszy dziękczynienie, połamał, dawał uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do sytości, a pozostałych ułomków zebrano jeszcze siedem pełnych koszów.

 

Jezus, widząc zgłodniałych ludzi, którzy od trzech dni trwali przy nim, postanowił ich nakarmić. Jest to gest ważny, który wyznacza kierunek misji Kościoła. Wspólnota wierzących nie tylko troszczy się o zbawienie dusz swoich członków, ale także o ich materialne potrzeby. Tych dwóch rzeczywistości nie da się oddzielić.

Tak często podkreśla tę prawdę papież Franciszek. Gdy mówimy o miłości bliźniego, tę miłość powinniśmy wprowadzać w czyn. Każdy z nas powinien zastanowić się, na ile jest w stanie służyć drugiemu człowiekowi. Istnieje piękny zwyczaj wigilijny, aby przy stole pozostawić jedno wolne miejsce, dla nieoczekiwanego gościa. Zawsze, gdy widzę to puste miejsce, stawiam sobie pytanie: czy gdyby taki gość faktycznie zapukał do moich drzwi, byłbym w stanie go przyjąć?