Jezus przyszedł do domu, a tłum znów się zbierał, tak że nawet posilić się nie mogli. Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: «Odszedł od zmysłów».

 

Był Synem Boga – i stał się człowiekiem.

Mógł mieszkać w pałacu – tymczasem urodził się w stajni.

Nie miał grzechu – a jednak przyszedł do Jana zanurzyć się w Jordanie.

Mógł mieć przyjaciół wśród królów i władców – tymczasem On polubił Marię, Martę i Łazarza.

Mógł posłać aniołów, by głosili królestwo – tymczasem On wybrał rybaków z szorstkimi od pracy rękami.

Mógł odpoczywać po ciężkiej pracy – tymczasem On litował się, bo byli jak owce niemające pasterza.

Mógł przekląć arcykapłanów, starszych i żołnierzy – tymczasem On mówił: Ojcze, przebacz, bo nie wiedzą, co czynią.

Mógł być noszony na rękach – tymczasem On się obarczył naszym cierpieniem i dźwigał nasze słabości.

Mógł znienawidzić – a On otwarł swe Serce.

Mógł mnie zostawić w mym grzechu, zapomnieć, odrzucić – tymczasem On mnie ukochał odwieczną miłością, wybrał, powołał...

 

Czasem myślę, że On odszedł od zmysłów...