On wszakże znał ich myśli i rzekł do człowieka, który miał uschłą rękę: "Podnieś się i stań na środku!" Podniósł się i stanął. Wtedy Jezus rzekł do nich: "Pytam was: Czy wolno w szabat czynić coś dobrego, czy coś złego, życie ocalić czy zniszczyć?" I spojrzawszy dokoła po wszystkich, rzekł do niego: "Wyciągnij rękę!" Uczynił to, i jego ręka stała się znów zdrowa. Oni zaś wpadli w szał i naradzali się między sobą, jak mają postąpić wobec Jezusa.

 

Jezus od początku był znakiem sprzeciwu. Sprzeciwu dla tych, którzy nie mogli znieść Prawdy, bo żyli w kłamstwie. Zauważmy, że od swojego Narodzenia Jezus wywoływał sprzeciw, niepokój u tych, którym zabrakło czystości serca, intencji, myśli, postaw; którzy widzieli w Jezusie zagrożenie dla siebie, swojej pozycji, sposobu życia. Zauważmy, że Herod posunął się do strasznej zbrodni, by tylko usunąć Jezusa. Gdy Jezus dorósł i zaczął nauczać, faryzeusze od razu w Jego nauce zobaczyli zagrożenie dla siebie, bo Ten Syn cieśli śmie mówić do nich tonem stanowczym, śmie pouczać ich, wytykać im wady, a nawet nazywać po imieniu to, co oni tak skrzętnie ukrywali.

Nie dość na tym, On wyjaśniał prostym ludziom znaczenie pism, tłumaczył wersety dotyczące Mesjasza, a czynił to w sposób niebywały, odmienny od dotychczasowego. Mówił o Bogu jako o swoim Ojcu, ukazując nowe Jego oblicze, jako Boga Miłości i Miłosierdzia. Zmieniał znaczenie nakazów danych Izraelowi od Boga przez Mojżesza. Mówił o miłości jako tej właściwej relacji człowieka z Bogiem oraz o postawach z miłości wypływających. Niepojęte było to, iż obalał ich zdaniem tradycję, sprzeciwiał się tak licznym przepisom prawa, inaczej je interpretując. Podważał w ten sposób autorytet uczonych w Piśmie, starszych, faryzeuszy. Oni często czerpali zyski z tak pojmowanych Pism, wykorzystując fragmenty do na przykład manipulacji ludźmi. Innym narzucali ciężary związane z pewnymi nakazami, przepisami prawa, ale sami jedynie stwarzali pozory ich wypełniania.

Jezus nazywał rzeczy po imieniu, wyciągał na światło dzienne, ukazywał Prawdę, poruszał sumienia, dotykał serc. On – Światłość, raził ich oczy swoją czystością, która na tle ich brudów była dla nich nie do wytrzymania. Oślepiała. Zamiast oczyścić swoje serca i dusze, woleli zgasić to przedziwne Światło, jakim był Jezus. Zaczęli naradzać się, jak Go zgładzić. Oni planowali morderstwo. Chcieli to tak uczynić, aby stworzyć pozory prawnego postępowania. Co za obłuda, co za fałsz! Co za zbrodnicze myśli! Iście szatańskie! Prawdziwie Jezus był znakiem sprzeciwu.