W tym czasie przyszli niektórzy faryzeusze i rzekli do Jezusa: "Wyjdź i uchodź stąd, bo Herod chce Cię zabić". Lecz On im odpowiedział: "Idźcie i powiedzcie temu lisowi: Oto wyrzucam złe duchy i dokonuję uzdrowień dziś i jutro, a trzeciego dnia będę u kresu. Jednak dziś, jutro i pojutrze muszę być w drodze, bo rzecz niemożliwa, żeby prorok zginął poza Jerozolimą. Jeruzalem, Jeruzalem! Ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie są posłani. Ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swoje pisklęta pod skrzydła, a nie chcieliście. Oto dom wasz tylko dla was pozostanie. Albowiem powiadam wam, nie ujrzycie Mnie, aż nadejdzie czas, gdy powiecie: «Błogosławiony ten, który przychodzi w imię Pańskie»".

Jezus dokładnie wie, co ma robić. I realizuje to. Nie potrzebuje instrukcji od ludzi. Konsekwentnie zmierza ku swojej męce i śmierci w Jerozolimie, ale także ku chwalebnemu zmartwychwstaniu. Pokazuje też siebie jako Tego, który wpisany jest w historię zbawienia. Przypomina się tu przypowieść Jezusa o gospodarzu, który oddał swoją winnicę w dzierżawę rolnikom. Kiedy jednak przyszedł czas odebrania zapłaty, to rolnicy pobili lub zabili posłańców gospodarza. Zabili także jego syna – dziedzica tej winnicy. Życie i misja Jezusa nie są więc oderwane od rzeczywistości.

Ta postawa Jezusa, także w kontekście uroczystości Wszystkich Świętych, skłania do stawiania sobie pytań o swoje własne cele, o jakość ich realizacji, o środki do ich realizowania. Czy działania, które podejmuję, wystarczą, żeby osiągnąć świętość?