Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony".

 

Ile razy patrzę na krzyż w naszym pokoju, zdaję sobie sprawę, że to cena, jaką zapłacił Chrystus za mnie, bym mogła żyć wiecznie, by mój mąż i synek mogli żyć wiecznie! Czy to do mnie w ogóle trafia??? Czy to mnie dotyka? Czy śmierć Zbawiciela przepełnia mnie uwielbieniem, wdzięcznością?